niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 11♥

Impuls? Czy chwilowy brak opanowania emocji? Co sprawia że czujemy się dziwnie w swoim ciele? Że czujemy jakby to wcale nie było nasze przeznaczenie.. Że to nie tak miało być.. Że Bóg chciał inaczej..



Nagle poczułam usta Zayna na swoich. Przeszedł mnie dreszcz i nie miałam pojęcia czy to z powodu tego, że się cieszyłam, czy dlatego, że bałam się że właśnie straciłam Payna już na zawsze. Znów w mojej głowie rodziło się tysiąc myśli. Jedna przeczyła drugiej...
Nagle pisk i oklaski, i znów o jedną osobę mniej. Dręczące wyrzuty sumienia. 'Po co to powiedziałam.. Po co?!' 'To była dziecinna zagrywka' 'Dlaczego ja go tak krzywdzę?' 'Czy naprawdę jestem taką wredną suką?'.. Milion pytań i ani jednej odpowiedzi.
-Hope, kotku jesteś z nami? Spytał Zayn i wszyscy wokół zaśmiali się.
-Ah, tak już jestem, ale chyba pójdę już spać. Wybaczcie. W szybkim tempie poszłam w stronę Wana, aby się przebrać. Zza drzewa usłyszałam muzykę.



On łapie cię za rękę
Ja powoli umieram
Patrzę w twoje oczy
I zastanawiam się
Dlaczego nie możesz patrzeć na mnie w taki sposób?

Na na na na na


Gdy przechodzisz obok
Próbuję to powiedzieć
Ale potem zamarzam
I nigdy tego nie robię

Mój język staje się napięty
A słowa uwięzione. 


Słyszę,jak bicie mojego serca przybiera na sile
ilekroć jestem blisko ciebie.


Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się


Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.

Na na na na na
Na na na na na


On patrzy na ciebie
W sposób, w który ja mógłbym
Robi wszystkie te rzeczy, które wiem, że mógłbym ja
Jeśli tylko można by cofnąć czas


Bo mam trzy małe słowa
Które zawsze chciałem ci powiedzieć

Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.


Poczuj moje ręce na twojej talii
Gdy tańczymy w świetle księżyca
Marzę, abym ja był
Tym, do którego dzwonisz późno w nocy
Bo chcesz powiedzieć dobranoc


Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty nie widzisz

Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się


Oh, tak bardzo bym chciał, 
Oh, tak bardzo bym chciał
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja


Ścięło mnie. Bo zobaczyłam Liama z gitarą, wykonującego tą piosenkę. Nie wiem czy to było tylko przeczucie, czy na prawdę tak było.. ale.. miałam wrażenie że śpiewa to dla mnie. Nie umiałam się powstrzymać i pod nosem powiedziałam ciche:
-ŁaŁ.. Na moje nieszczęście, albo szczęście to usłyszał.
-Nie wiedziałem że tu jesteś.
-Przepraszam, że słuchałam.
-Może to i lepiej?
-Ale.. ale jak to?
-Widzisz, napisałem ją dla Ciebie. Z myślą o Tobie. O wszystkich dniach które spędziliśmy razem, wtedy w Londynie. Kiedy nie przejmowaliśmy się niczym, bo mieliśmy siebie. Wiem że większa wina leży po mojej stronie.. ale to nie ja zabawiam się z innym. To boli Hope. Boli.
Do oczu napłynęły mnie łzy. Nie mogłam zrobić kroku, nie mogłam za nim pobiec choć tak bardzo chciałam.
-Hopee! Kotku! Wszystko w porządku? Zawołał Zayn, który najwyraźniej z odległości widział tylko mnie.
-Tak, jasne. Zamyśliłam się, rzekłam i nie czekałam dłużej na wejście do namiotu. Przy ognisku zabawa toczyła się dalej, a ja znów płakałam w poduszkę. Nie miałam pojęcia, co robię ze swoim życiem..



Z perspektywy Liama:
Zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem. Czy dobrym pomysłem było mówienie jej że to piosenka dla niej, choć wiedziałem, że teoretycznie jest z Zaynem. Tak bardzo bolało gdy ich widziałem. On i ona, tak bardzo zakochani, tak bardzo zapatrzeni w siebie. Dręczyły mnie ciągłe pytania, czemu ja nie jestem na jego miejscu? Czemu to wszystko przepadło? Zacząłem szczerze żałować tej kariery. Gdyby nie to, nadal byłoby jak dawniej. Najlepsi przyjaciele, od zawsze- na zawsze, ale to przecież było niemożliwe. Dlaczego zawsze osoba którą kochamy, nie kocha nas? Czemu miłość zadaje tyle cierpienia..
-Abyś zobaczył, ile jest warta.   Podskoczyłem, bo nie wiedziałem że mówię na głos, a tym bardziej że ktoś tutaj ze mną jest.Odwróciłem się i zobaczyłem Louisa.
-Ah tak? Jak narazie nie widzę żadnej wartości, w tym cierpieniu.  W tej całej gonitwie, w której zwycięzca jest tylko jeden. Łatwo Ci mówić.. Ty masz Eleanor. Kochacie się.. Nie musisz już o nią walczyć.
-Nie wiesz chyba co mówisz. Walczyłem o nią, przed i walczę teraz, w trakcie trwania związku. Miłość trwa wieczność, ale tylko wtedy gdy ją pielęgnujemy.
-Warto?
-Warto Liam. Warto. Walcz jeśli naprawdę kochasz.. A jeśli i ona kocha..
-Tak, tak rozumiem. Dzięki stary.. powiedziałem i wróciłem do ogniska, przy którym siedziała już tylko trójka. Sophie, Stella i Niall.
-Co tam? Rzuciłem na odczepne, by nikt nie pytał gdzie byłem.
-Z nami okej, ale Hope wyraźnie coś dolega, szybko się zmyła. Może ty wiesz o co chodzi?
-Nie.. W tym wam nie pomogę, wybaczcie.
Usiadłem na jednej z belek, mogłem się spodziewać, że Sophie przysunie się naruszając moją przestrzeń, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Wciąż miałem przed oczyma zapłakaną twarz Hope. Znów powodem byłem.. ja? Bolało mnie że tak się ranimy.. że nie potrafimy dojść do porozumienia.




Z perspektywy Nialla:
Nie wiem czy sprawił to wypity alkohol, czy coś innego.. Ale, zacząłem inaczej patrzeć na Stellę, była naprawdę ładna i nie wiedzieć czemu, wcześniej tego nie zauważyłem.
-Stella? spytałem trochę nie śmiało.
-Tak?
-Przejdziemy się?
-Jasne, odpowiedziała wstając z belki. Szybko dorównałem jej krokowi i poszliśmy ścieżką w głąb lasu.Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Było tak idealnie. Dotarliśmy wreszcie do jeziora, usiedliśmy na mostku.Kiedy zatrzęsła się, przykryłem ją swoją bluzą. Chwilę milczeliśmy. Wtedy zobaczyliśmy spadającą gwiazdę, nie myślałem że moje życzenie tak szybko się spełni, bo już po chwili..






*******************************
Hej, hej :D
Rozdział jako tako jest
Czytajcie, komentujcie, oddawajcie głosy w ankiecie ;)

Następny po 3-4 komentarzach :)














czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział 10♥

Tak wiele łez, tak mało uśmiechu.
Tak wiele rozpaczy wśród codziennego biegu.
Tak często stracona kontrola nad słowami.
Tak często w twarz uderzona twoimi zdaniami.
Dziś nie oczekuję niczego więcej, poza spokojem,
Bo nie chcę się więcej dławić łez zdrojem.



Z perspektywy Hope:

Zastanawiałam się co robiłam źle, gdy znów usłyszałam kroki. Mimowolnie odwróciłam się i ujrzałam smutnego lookersa.
-Co tam? Spytałam ocierając szybko jeszcze niezastygłe łzy.
-Źle. Cholernie źle. Jest tak źle że najchętniej rozwaliłbym łeb o ścianę. Zdziwiłam się. Nigdy nikt nie odpowiedział  na to pytanie w tak dobitny sposób. Przecież każdy kryje swój ból, to co dzieje się z nim w środku, a on nie. Rozwaliła mnie jego szczerość.
-Co się stało?
-Wiesz kiedyś było inaczej. Beztrosko bawiłem się z przyjaciółmi, nigdy nie kłóciliśmy się o żadne bzdury. Nie krzyczeliśmy po sobie.. a jeśli już.. To trwało to góra godzinę, a teraz? Wszystko jest inaczej, jest gorzej. Rany wcale się nie goją, a wręcz przeciwnie.
-Łał.
-Co?
-Tak dobrze powiedziane, tak świetnie ujęte. Zaskakujesz mnie. Zawsze myślałam o Tobie to co piszą brukowce, że jesteś flirciarzem, że bawisz się życiem, że nic Cię nie obchodzi. Przepraszam za to. Jednak nie należy ufać tym wszystkim plotkom i pogłoską.
-Wiesz może kiedyś rzeczywiście taki byłem? Na niczym mi nie zależało.. Byłem takim cholernym draniem, ale odkąd spotkałem tamtą dziewczynę.. Nie potrafię już taki być. Zależy mi na niej, a spotkałem ją tylko raz. Była tak inna, tak zupełnie inna niż wszystkie...
Nie mogłam już dłużej słuchać opowieści o samej sobie. Czemu on mnie taką postrzegł? Czemu? Nie chciałam się przyznać. Nie mogłam..
-Kurcze, to zabawne. Jak szybko można zmienić o kimś zdanie, a tak właściwie. Odpowiedź mi o tej siostrze Zayna. Przyjeżdża dziś prawda?
-Layla? Och tak. Super dziewczyna, na pozór miła, ale o swoje umie walczyć. Sympatyczna też jest. Ogólnie, wszyscy ją lubimy, oprócz Sophie, która widzi tylko Liama.
-Ooo widzę że się dogadamy, powiedziałam żartobliwie i tym samym z twarzy Harrego zniknęła ponura mina.
-To co wracamy do reszty? Spytał i wyciągnął w moją stronę rękę.
-Jasne, odrzekłam i ruszyliśmy w stronę obozowiska. Poszłam do namiotu aby zmienić ubranie. Wyciągnęłam z torby Ciepłą, niebieską bluzę, czarne spodnie i biało-niebieskie nike.
Kiedy wyszłam zauważyłam zbiorowisko. Tylko ja i Liam staliśmy obok swoich namiotów i gapiliśmy się na resztę. Zauważyłam że zmierza w moją stronę, przeszłam obok niego wymijająco.
-Layla, tak? spytałam obserwując blondynkę.
-Jasne, a ty jesteś Hope? Jesteś jeszcze ładniejsza, niż na zdjęciach które pokazywał mi Zayn. Dużooo mi o Tobie opowiadał. Chyba się dogadamy, stwierdziła lustrując Sophie. Zorientowałam się o co chodzi i zakryłam usta dłonią by nie wybuchnąć śmiechem.
-Tak, tak. Jestem Hope, a tak właściwie.. Jakie zdjęcia? Zarumieniony Zayn, nie wiedział co powiedzieć.
-Ee, pokazywał mi na jakimś portalu- z opałów wyciągnęła go siostra.
-Aa, okej, a tak właściwie co robimy?
-Proponuję siedzenie przy ognisku i trochę szczerości, odezwał się Niall.
-Trochę szczerości?
-33?
-Co to?
-Zaczynamy od 0. Każda następna osoba dodaje do tej liczby 1, 2 lub 3. Osoba która wyrówna lub przekroczy 33 dostanie pytanie, na które musi odpowiedzieć całkowicie szczerze, no albo wykonać jakieś zadanie.
-Okej. No to ja zacznę 2.
-Liam: 5
-Sophie: 7
-Niall: 8
-Harry: 9
-Zayn: 12
-Stella: 15
-Louis: 18
-Eleanor: 21
-Hope: 24
-Liam: 27
-Sophie: 30
-Niall: 31
-Harry: 32
-Zayn: 33

-Nooo to pytanie czy zadanie?
-Zadnie już było, teraz pytanie.
-Hymm.. A odpowiesz na prawdę szczerze?
-W pełni.
-A więc. Podoba Ci się Hope? No i poczułam wszystkie spojrzenia na sobie.
-Szczerze?
-Szczerze.
-Podoba i to cholernie, ale nie mam pojęcia jak do niej dotrzeć. Zamurowało mnie. Wiedziałam że coś do mnie czuje ale nie wiedziałam że okaże to w taki sposób. Byłam w szoku.
-Zayn? Spytałam.
-Takkk? Odpowiedział nieco speszony Mulat.
- Pocałuj mnie.





********************************************************
PRZEPRASZAM
PRZEPRASZAM
PRZEPRASZAM
ZA DŁUGIE NIEDODAWANIE ROZDZIAŁÓW
ZA TO ŻE TEN ROZDZIAŁ JEST KRÓTKI


Nie mogę się usprawiedliwić...
Nie miałam po prostu weny, nawet nie wiecie jak bardzo chciałam..
Ale nie potrafiłam.. Czytałam 10 razy to co napisałam i miałam pustkę w głowie..
Naprawdę nie sposób mi powiedzieć tego słowami.
Wybaczcie.. Jeśli nadal tutaj jesteście :(


















wtorek, 15 października 2013

Rozdział 9♥

 Kiedy myślisz że wszystko jest na najlepszej drodze, jedno potknięcie i znów wracasz do punktu wyjścia, znów jesteś sama...



Z perspektywy Hope:

Nie miałam pojęcia, co znów zrobiłam źle. Nie wiedziałam czy w ogóle coś zrobiłam, bo niby skąd? Straciłam nadzieję na to, że kiedykolwiek znów będzie jak dawniej. Chciało mi się płakać. Byłam tak bardzo bezradna.. 
Zasiedliśmy do ogniska. Nie wiem kto wpadł na idiotyczny pomysł gry w butelkę. Kręcił Niall. Wypadło na Harrego. 
-Pytanie czy zadanie?
-Pytanie.
-Kiedy tak na prawdę po raz pierwszy się zakochałeś?
-Wiesz, to było pewnej jesieni. Kiedy liście opadały już z drzew, a ręce marzły, od zimnego wiatru. Na ulicach było szaro, a ludzie wzbraniali się przed zimnem zakładając puchate rękawiczki i długie wełniane szale. Na początku też do nich należałem, ale wtedy zobaczyłem ją. Taką bezbronną, małą istiotkę która trzęsie się z zimna. Siedziała na ławce, w parku. Podszedłem do niej.
-Czy Tobie nie jest zimno? Nie odpowiedziała, siedziała w ciszy i obserwowała ganiające po drzewie wiewiórki. Mnie zrobiło się głupio. Nie chciałem o nic więcej pytać. Zdjąłem szalik i rękawiczki i zostawiłem je na ławce. Kiedy odszedłem trochę dalej, szepnęła "Dziękuje" a jej brązowe tęczówki mnie przeszyły. 
"Pamiętam te oczy, błyszczały jak gwiazdy, poczułem w sercu że nie chciałbym jej stracić."Ale było za późno, zanim się zorientowałem zniknęła za rogiem i kiedy próbowałem ją dogonić, zapodziała się w tłumie ludzi, a ja stałem nieruchomo.
Drgnęłam. To było takie prawdziwe, takie romantyczne. Przyszła mi wtedy na myśl podobna sytuacja, która miała miejsce może z 4 lata temu, tylko że ja wcale nie dawałam rękawiczek. Ja je otrzymałam.
-Łał... Kiedy to było? Spytała zaciekawiona Sophie.
-Wydaje mi się że może 3, 4 lata temu. Oniemiałam. Ten sam chłopak. Ta sama ja. Jeden park. Byłam w szoku. Chciałam tego nie słyszeć, czy to możliwe że mam z nimi wszystkimi tak wiele wspólnego?
-No dobra, gramy dalej. Harry kręć. Zakręcił, a butelka wypadła na Zayna.
-Pytanie czy zadanie?
 -Niech będzie zadanie.
-Hymm... Pocałuj najładniejszą dziewczynę z wszystkich obecnych. Po słowach Harrego, zdążyłam zauważyć tylko odwracającą się głowę Zayna, a zaraz potem poczułam jego usta na moich. Atmosfera zawrzała, wszyscy pogwizdywali, a Liam zniknął. Jakby go w ogóle nie było. Z chwilowego zawieszenia wyciągnął mnie Zayn.
-Ja.. ja przepraszam.. ale..
-Nie masz za co przepraszać, powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Hallooo, panie odważny, kręci  pan. Rzekł zniecierpliwiony Louis, gra toczyła się dalej, tyle że bez Liama.


Z perspektywy Liama:

Czy ja jestem inny? Czy tylko mnie tak rani to całe pieprzone uczucie? Czemu nigdy nie miałem odwagi, czemu ja ją tak bardzo kocham? Pytałem siebie w głębi duszy. Niestety nie znałem odpowiedzi, tutaj nie ma odpowiedzi. To się po prostu czuje, czujesz to cholernie fajne uczucie w brzuchu, ten przyspieszony rytm serca, kochasz. Czy tego chcesz czy nie. Zrobiłem potem coś czego nie mam w zwyczaju robić.. 1 kieliszek, drugi, trzeci, aż w końcu byłem w stanie upojenia alkoholowego. Czułem się źle. Nie panowałem nad sobą, wyszedłem z namiotu i plotłem to co mi ślina na język przyniosła.
-Soo, soo, Sophie słońce, jak się masz? Ale ty masz śliczne oczy, no jaka głębia. Słuchaj umówimy się? Powiedziałem obejmując ją ramieniem.Zobaczyłem że Hope nie najlepiej to znosi.
-Śliczna, odpowiesz? Cisza. Głucha cisza. Zayn wylał piwo, Eleanor z Louisem poszli do namiotu. Hope stała nieruchomo.
-A ty? Co tak stoisz? Nie idziesz jeszcze z Malikiem do namiotu, dziwko? Na te słowa wszyscy wstali z miejsc, Hope zaniosła się płaczem, a ja już żałowałem tego co zrobiłem..






Z perspektywy Hope:


Dziwka? Czy ja na prawdę usłyszałam to z jego ust? Dlaczego?! Biłam się z myślami, a potok łez wypływał z mych oczu. Kiedy odwiedził mnie w szpitalu, myślałam że będzie dobrze, a teraz znów wracam do stanu po jego odejściu. Zraniona miłość, zniszczona przyjaźń i chęć skończenia ze sobą to jedyne o czym myślałam. Wyjęłam portfel i wyciągnęłam dobrze schowaną na takie okazje żyletkę. Usiadłam pod drzewem i obserwowałam jak łzy moczą mi spodnie. Potem odsłoniłam rękaw bluzy i przyłożyłam żyletkę do nadgarstka. Nagle po drugiej stronie jeziorka dostrzegłam machającą osobę.
-Nie rób, tego! Nie rób.. Słyszałam coraz ciszej, a postać znikała, znów te pieprzone halucynacje.. pomyślałam i jeszcze raz spojrzałam na żyletkę.
-Czy warto? przestraszyłam się i wypuściłam ją z rąk.
-Chyba tak.
-Hope, proszę Cię. Nikt nie jest warty twoich łez, ani niewinnej krwi. Jesteś najwspanialszą dziewczyną na ziemi, twój uśmiech nie raz zarażał innych, swoją obecnością wprowadzasz ciepło, jeszcze nikogo takiego nie spotkałem.. Powiedział Mulat i zbliżył swoje usta do moich, szybko się oderwałam.
-Nie! Nie słyszałeś? Już otrzymałam miano dziwki!
-Ja..
-Nie to ja przepraszam. Weź żyletkę i zostaw mnie samą, muszę to przemyśleć..


Z perspektywy Harrego:

Kiedy Liam wyszedł chwiejącym krokiem z namiotu, wiedziałem że będzie nie miło. On nigdy nie pił, ale gdy to robił, tracił nas sobą panowanie, nad swoimi słowami..
Kiedy wyskoczył na Hope coś we mnie uderzyło. Miałem chęć zmiażdżenia mu twarzy.
-Liam, debilu! Co ty mówisz?!
-Zamknij się! krzyknął i odepchnął mnie
-To ty się zamknij i posłuchaj! Nie waż się tak do niej mówić! Nie waż się tak nazywać nikogo! Co ona Ci zrobiła?! Czym ona sobie na to zasłużyła? Podobno taki z Ciebie przyjaciel, a wyzywasz ją od dziwek? Jesteś zwykłym palantem! Wykrzyczałem głośno, czym postawiłem na nogi El  i Lou.
-Co się stało?
-Harry,  wszystko dobrze, spytał Lou głaszcząc mnie po ramieniu.
-Zostaw. Powiedziałem odsuwając się.
-Harry. Mów. Co się stało?
-Louis zostaw! I spytaj pana "odpowiedzialnego"! rzekłem i poszedłem nad staw, pomyśleć nad tym co się zdarzyło...




********************************************
Hej! Przepraszam że tak późno, ale nie miałam weny!

Dziękuje za komentarze, jesteście wspaniali! ♥
Następny po kolejnych 8 :))
Pozdrawiam ;d

Jeśli macie pytania do bohaterów, walcie śmiało w komentarzach.



















wtorek, 1 października 2013

Rozdział 8 ♥

Potknięcie wroga dla nas jak trucizna. Myślimy że uśmierzy ból, a od środka zabija...



Z perspektywy Hope:

Dzisiejszego wieczoru Sophie wydawała się być dla mnie stanowczo za miła. Swoją słodkością płoszyła nawet ćwierkające ptaki. Zastanawiałam się skąd u niej ta przemiana, ta chęć przełamania lodów, myślałam nawet przez chwilę że rzeczywiście, chce zdobyć moją sympatię, ale było chyba za wcześnie na takie wnioski. Kiedy wyrwała się z chęcią zrobienia ciepłej herbaty, byłam w lekkim szoku. Ona i jej tipsy chyba nie były przygotowane do tego rodzaju zadań, no ale niech będzie. Kiedy ona poszła robić napój, my nadal siedzieliśmy przy ciepłym ognisku. Mimowolnie spojrzałam na Liama.
Nasze oczy spotkały się i przez kilka chwil byliśmy w siebie wpatrzeni. Z jego oczu można było wyczytać smutek i przygnębienie, a najgorsze było to że to wszystko była moja wina. W tych paru sekundach nie słyszałam śmiechów wokół, żadnych rozmów. Panowała tylko ta cisza między mną a nim. Cisza która powoli mnie zabijała. Niedługo potem na horyzoncie znów pojawiła się istota, która zakłócała nasze relacje- Sophie. Kiedy podała mi filiżankę, wahałam się nad wypiciem, jednak gdy wszyscy spojrzeli na mnie, wzięłam łyk, który okazał się być wydzieliną z jej jadem.
Kiedy poczułam jak znienawidzony przez alergię smak orzechów, chciałam wypluć herbatę, ale było za późno. Drobinki skrzętnie dostały się do przełyku, a ja wpadłam w stan nieświadomości. Po krótkim zakręceniu w głowie, nastąpiło omdlenie, a moja twarz zaczęła zamieniać się w balon, że już nie wspomnę o tchawicy, która obierała mi powoli dopływ powietrza.


Z perspektywy Liama:

Kiedy Hope upadła z belki, a jej twarz zaczęła puchnąć, wiedziałem. Wiedziałem że tylko orzechy mogły to spowodować. Byłem przerażony. Nie miałem pojęcia jak jej pomóc.
-Sophie! Ty idiotko! Jak mogłaś jej podać orzechy!
-Ale ja...
-Co ty?! Dobrze wiedziałaś że jest uczulona! Nawet dziś o tym mówiła! Zrobiłaś to specjalnie!
-Liam...
-Zejdź mi z oczu!A ty Zayn zadzwoń na pogotowie! Szybko! Po tym jak oczerniłem Sophie, zabrałem się za reanimację Hope, bałem się że ją stracę. Nadszedł ten moment, kiedy nasze usta miały się zetknąć i wtedy otworzyła oczy. Moje serce podzieliło się. Bo z jednej strony cholernie się cieszyłem że znów jest wśród żywych, a z drugiej żałowałem że nie dane było nam zaznać smaku swoich ust.
-Co.. co...
-Spokojnie, jestem przy Tobie. Wytrzymaj zaraz przyjedzie karetka. Powiedziałem i mocno ją przytuliłem. Brakowało mi jej bliskości. Jej zapachu.  Nie chciałem już nigdy jej puszczać...
Po 10 minutach przyjechało pogotowie.
-Przykro mi, ale w karetce jest tylko jedno miejsce, kto z państwa pojedzie? Spytała pielęgniarka.
-Ja, odezwał się jako pierwszy Zayn, którego miałem ochotę unicestwić. Szybko pobiegłem więc do auta  i pojechałem zaraz za karetką. Zauważyłem że Hope znów straciła przytomność. Wiedziałem że sytuacja była kiepska. Siedzieliśmy z Zaynem na korytarzu. W ciszy, ale po pewnym czasie on postanowił się odezwać:
-Zależy Ci na niej prawda? Spytał, a ja zamarłem.
-O czym ty mówisz?
-Liam nie wpajaj mi żadnych wymówek, widzę że cholernie chciałbyś znów być jej przyjacielem.
-Przyjacielem.. powiedziałem z "rozmyciem" w głosie. Tak, tak. Dokładnie. Dodałem, zaraz po tym.
-Mam nadzieje że Ci się uda, rzekł i w tym samym momencie z pokoju, w którym przebywała Hope wyszedł lekarz.
-Co z nią?
-Jak ona się czuje?
-Czy możemy do niej wejść? Pytaliśmy na zmianę z Zaynem.
-Doszło do niegroźnego skażenia. Wiadomo że pacjentka, jest uczulona na orzechy. Na szczęście były to tylko śladowe ilości. Pani Jones czuje się dobrze, wybudziła się, a panowie mogą oczywiście wejść.Otworzyłem powoli drzwi, kamień spadł mi z serca. Znów widziałem jej roześmianą twarzyczkę.
-Wiesz jak nas nastraszyłaś? zaczął Zayn, który podszedł do niej i mocno ścisnął. Ona tylko się uśmiechnęła i spojrzała w moją stronę.
-Witamy znów wśród żywych, rzekłem i przytuliłem ją. Tym razem nie odepchnęła mnie.
-Dziękuje... rzekła szepcząc mi do ucha. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Znów byłem spokojny, jednak nie wiedziałem jak długo będzie to trwało.
-Kiedy wychodzisz? Spytał Mulat.
-Chyba jutro rano, mogę wrócić na biwak, tylko tym razem bez orzechowych niespodzianek, powiedziała przez śmiech. 
-W takim razie, wszyscy stawiamy się jutro o 7, powiedziała Eleanor, która wyszła zza murka, razem z resztą. Widać było szczęście w oczach Hope. 


Z perspektywy Hope: 

Sytuacja była krytyczna, nie widziałam że można kogoś w ten sposób można chcieć wyeliminować. Ten poziom jednak można było reprezentować, wiedziałam jednak że jestem coś warta, jeśli mogę stanowić dla kogoś zagrożenie. Kiedy wszyscy mnie odwiedzili, zrobiło mi się ciepło na sercu, ale najbardziej cieszyłam się z tego że Liam tak bardzo się przejął. Nie umiałam w tym momencie go nie przytulić. Nie umiałam go odepchnąć. Po prostu chciałam być blisko niego.
Nazajutrz:

Punktualnie o 7 wszyscy stawili się w szpitalu. Najbardziej zdziwiła mnie obecność Sophie:
-Ja.. Chciałam Cię przeprosić, powiedziała z udawanym smutkiem.
-Tutaj nie ma raczej za co przepraszać. Chciałaś mnie wyeliminować, nie mam pojęcia dlaczego. Czy takie wielkie zagrożenie dla Ciebie stanowię? Spytałam
-Ja... Hope nie wiem dlaczego to zrobiłam.
-Słuchaj. Nie będziemy wielkimi przyjaciółkami nigdy. Jesteśmy zupełnie inne. Przeprosiny, powiedźmy że przyjmuję ale nie licz na szczęśliwy finał tej znajomości. Powiedziałam i zaczęłam się witać z dość zdziwioną "publicznością".Jak zwykle na końcu stał Liam. Wahałam się, ale przytuliłam go. Uśmiechnął się do mnie i pstryknął w nos. Droga była mi nieznana, swoją drogą szpital również. Wróciliśmy na nasz obiecujący biwak.
-No to jak bawimy się w chowanego? Wypalił Niall gdy zapadał zmrok.
-W sumie, czemu by nie wrócić do czasów dzieciństwa, wszyscy mnie poparli i już po chwili mieliśmy zacząć zabawę.
-A kto będzie liczył? Spytał blondyn.
-No chyba ten kto wymyślił. Zniesmaczony chłopak podszedł do jednego z drzew aby móc zacząć liczyć.
-Zakład że schowam się najlepiej? - Wystąpiłam przed szereg
-Zakład, wyciągnął w moją stronę rękę Liam.
-Raz, dwa, trzy.. Liczył kolejno blondas, a ja pobiegłam przed siebie. Schowałam się ze jakimś wałem, nawet nie wiem kiedy znużył mnie sen.

Z perspektywy Zayna:

Po 20 minutach wszyscy już byli w obozowisku, z wyjątkiem Hope. Zaczęliśmy się martwić.
-Hope już dobrze, wygrałaś
-Wychodź już!
-Niech będzie, jesteś najlepsza w tej grze!
-Hoooppeeeee! Odpowiadała nam tylko głucha cisza, byliśmy coraz bardziej przerażeni.
-Rozdzielmy się i zacznijmy jej szukać. Ja pójdę z Louisem, powiedziała El.
-Ja z Liamem, rzekła Sophie, a ja zauważyłem niesmak i grymas na twarzy przyjaciela, zaśmiałem się.
-Ja pójdę z Harrym, powiedział Niall i po chwili poczuł na swoich plecach cały ciężar ciała lookersa.
-No to ja zdaję się na siebie, powiedziałem z lekkim strachem. Ruszyłem na północną część lasu. Było jednak ciemno. Wyjąłem telefon i włączyłem latarkę. Zauważyłem wreszcie jakiś wał. Był obrośnięty jakimiś roślinami. Wdrapałem się na niego i zauważyłem skuloną pod krzakiem postać.
-Dzięki Bogu... szepnąłem i powoli do niej podeszłem. Wziąłem ją na ręce i powoli wracałem do reszty.
-No nareszcie!
-Gdzie ona była! Wołali wszyscy z wyjątkiem Liama, który po naszym powrocie zniknął z horyzontu.W tym momencie obudziła się Hope
-Co co co jest ? Zi.. zii.. zimnoo..
-Pójdę po koc, wyrwał się Hazza.
-Ja zrobię herbatę, tym razem bez dodatków, powiedział Louis patrząc na zawstydzoną Sophie.
-Dzięki, a tak właściwie czemu znów spałam na Tobie? Spytała dziewczyna, a wszyscy inni wybuchnęli śmiechem.
-Nie pytaj, tylko przyznaj, że jestem wygody, rzekłem na odczepkę, za co dostałem kopa. Znów pech, albo przeznaczenia chciało, aby widział to Liam. Znów widziałem jego przeraźliwy wzrok.
-Liam! zawołała Hope, a on ją zignorował.











***************************************************8
Witam witam witam :D
Dzięki za głosy w ankiecie, przepraszam że dopiero teraz pojawił się
rozdział, ale to wszystko brak czasu. Jutro urodzinyyy iijeea xD

Następny po 8 komentach :D
Dzięki za waszą obecność tutaj, na youtube, na asku
JESTEŚCIE NIESAMOWICI ♥



















sobota, 21 września 2013

Rozdział 7 ♥

I znów to cholerne uczucie. Ten ból w klatce piersiowej, ten strach przed nowym dniem. Strach przed spojrzeniem komuś w oczy, oszukiwanie samej siebie że kiedyś będzie lepiej, że wcale nie jest najgorzej, że masz dla kogo żyć. To napięcie między Tobą a nim. Czuje coś do Ciebie czy nie? Co ty w ogóle do niego czujesz? Zastanawiałaś się nad tym? Próbowałaś mu o tym powiedzieć? .. 



Zastopowałam piosenkę i odwróciłam głowę. Tego było już za wiele. Nie dość że cały świat mi się wali to jeszcze dzieje się za mną to? Czy ja zwariowałam? Widzę duchy?! Pytałam siebie w głębi duszy.
-M M Ma.. mama?
-Córeczko, wiem że to dziwne. Musiałam się z Tobą jakoś skontaktować, wiem że Ci ciężko.
-Ach tak? Teraz na to wpadłaś.
-Hope... Wiem że chcesz się poddać. Ale nie możesz. Rozumiesz? Musisz walczyć o swoje marzenia, pragnienia o miłość. Dziecko. Musisz walczyć.. Jeśli nie dla siebie to zrób to dla mnie... Powiedziała i zaczęła się oddalać.
-Mamo! Mamo! Zaczekaj... krzyczałam głucho, a ona powoli znikała w oddali...





-Hope, Hope obudź się, zaraz rozpalamy ognisko, rzekła Eleanor, która szturchała mnie w ramie. Jak się okazało wcale nie widziałam duchów. Śniłam.. śniłam o spotkaniu z mamą... Tak bardzo chciałam żeby to było na prawdę..
-Tak, tak już idę.
-Lepiej ubierz coś ciepłego, powiedziała El z troską.
-Ok.. rzuciłam w jej stronę i poszłam do mojego namiotu, to znaczy mojego, Zayna i Harrego. Zastałam w nim nieubranego lookersa, co poskutkowało okrutnym dla uszu wszystkich- piskiem. Jak szybko do namiotu weszłam, tak szybko z niego wyszłam. Stanęłam odwrócona do niego tyłem i zaczęłam powoli mówić.
-Ubierz łaskawie swoje nagie ciało i wynoś się ze środka namiotu, ale to już!
-Przyznaj że podobały Ci się widoki, rzekł Hazza opierając się o moje ramie, odskoczyłam od niego i tym razem bez zastania "niespodzianek" w środku, weszłam do namiotu, w celu zabrania ubrań. Po dłuższym czasie, udało mi się wyciągnąć ciepłą czarną bluzę, jasne jeansy i vansy. Na głowę założyłam czapkę, która była bardziej stosowana jako dodatek. Wyszłam z namiotu kiedy wszyscy już siedzieli na kłodach, na około ogniska. Horan stroił gitarę, Louis jak zawsze zajmował się Eleanor, sprawca moich najgorszych koszmarów i wizji- Harry przygotowywał jedzenie. Tylko Zayn i Liam siedzieli samotnie przy palenisku. Samotnie ale obok siebie. Głupio było mi siadać między nimi, usiadłam na przeciw. Dosiadła się do mnie Eleanor, bo Louis poszedł się przebrać, kiedy zobaczyłam że ta wymalowana dziewczynka  znów zaleca się do Liama, wszystko we mnie buzowało, choć nie powinno. Usiadła oczywiście między nim, a Mulatem, aby zwiększyć mój stan rozpaczy i wściekłości.
-Hope, a ty?
-Co ja ?
-Chcesz orzeszki ziemne?
-Jestem uczulona na orzechy, odpowiedziałam i dalej wgapiałam się w płomienie. Co chwilę jednak, moim oczom ukazywała się scenka zalotów Sophie do MOJEGO przyjaciela.
Nagle gitara Nialla zaczęła grać i wszyscy dali się ponieść muzyce. Pośpiewaliśmy trochę bardziej i mniej znane piosenki, jednak po chwili wszyscy umilkli i zaczął śpiewać tylko Liam, jak się okazało była to piosenka z repertuaru zespołu...

Liam:
Dziewczyno, to powinienem być ja,
Odwożąc Cię do twojego domu,
Pukający do drzwi,
Całując cię w usta

Trzymać twoją dłoń,
Tańczyć w ciemnościach
Ponieważ byłem jedynym,
który kochał od początku

Harry:
Ale teraz, gdy widzę cię z nim
Mój świat się rozpada.

Wszyscy:
Ponieważ
Czekałem przez cały ten czas, 
Ale w końcu powiedz to
Ponieważ teraz widzę, że twoje serce jest zajęte
I nic nie może być gorsze,
Kochanie, kochałem cię pierwszy
Miałem moje szanse, 
Mogłem być tym kim on jest.
Stojąc to boli najbardziej
Dziewczyno, zaszedłem tak blisko, 
Ale teraz nigdy się nie dowiesz

Harry:
Kochanie, kochałem cię pierwszy

Louis:
Dziewczyno, to powinienem być ja, 
Dzwoniący na twój telefon
Mówiący, że jestem jedyny,
że nigdy Cię nie zostawię.

Harry:
Nigdy nie rozumiałem,
Czym naprawdę jest miłość,
Ale poczułem to po raz pierwszy,
Patrząc w twoje oczy

Liam:
Ale teraz, gdy widzę cię z nim
Cały mój świat się rozpada 


Wszyscy:
Ponieważ
Czekałem przez cały ten czas, 
Ale w końcu powiedz to.
Ponieważ teraz widzę,że twoje serce jest zajęte.
I nic nie może być gorsze,
Kochanie, kochałem cię pierwszy
Miałem moje szanse, 
Mogłem być tym kim on jest.
Stojąc to boli najbardziej.
Dziewczyno, zaszedłem tak blisko, 
Ale teraz już nigdy się nie dowiesz
Kochanie, kochałem cię pierwszy

Zayn:
Pierwszy dotyk, 
Pierwszy pocałunek
Pierwsza dziewczyna, która sprawiła, że tak się czułem
Złamane serce zabija mnie
Kochałem cię pierwszy, dlaczego tego nie widzisz?

Niall:
Czekałem przez cały ten czas, ale w końcu powiedz to.
Ponieważ teraz widzę, że twoje serce jest zajęte
I nic nie może być gorsze,

Zayn:
Kochanie, kochałem cię pierwszy

Wszyscy:
Miałem moje szanse, 
Mogłem być tym kim on jest. 
Stojąc, to boli najbardziej. 
Dziewczyno, zaszedłem tak blisko, 
Ale teraz już nigdy się nie dowiesz

Zayn:
Kochanie, kochałem cię pierwszy
Kochanie, kochałem cię pierwszy
Kochanie, kochałem cię pierwszy, o tak

Wszyscy:
Kochanie, kochałem cię pierwszy


Kiedy słyszałam słowa piosenki, jeszcze bardziej bolało mnie serce.. Kiedy widziałam że Liam śpiewa w moją stronę, ciężko było mi powstrzymać łzy. Chciałam cofnąć czas, chciałam aby to wszystko się nie wydarzyło, chciałam po prostu znów być blisko niego. Widocznie wymagałam zbyt wiele...
Ognisko powoli przygasało i robiło się zimniej. Wtedy odezwała się Sophie.
-Wiecie co ja może przejdę po jakiś ciepły  napój, wszyscy wzruszyli ramionami a ona poszła do Campera.



Z perspektywy Sophie : 

Czekałam na taką okazję, może nie zrobiłabym tego gdybym nie widziała że Liam śpiewał tylko dla niej, może stało by się inaczej gdyby zeszła mi z drogi. To że jest uczulona na orzechy, okazało się być bardzo przydatną informacją. Zaparzyłam gorącą herbatę i do jednej ze specjalnie oznaczonych filiżanek, wsypałam kilka starannie poszatkowanych orzechów, była ona przeznaczona dla mojego największego wroga...













****************************************
Siema:D
Nowy rozdział jest :)
Następny po 7-8 komentarzach ;d

Oddawajcie głosy w ankiecie ! :D




























wtorek, 17 września 2013

Rozdział 6 ♥

Może do pełni szczęścia brakuje tak niewiele? Może wreszcie poczuje się kochana, może zauważę i podziękuje za to co dał mi los? W tym wszystkim jest tylko jedno ale.. "może"? 


Obudziłam się na torsie Zayna, kiedy podniosłam głowę zauważyłam, że on już dawno nie śpi. 
-Emm.. Długo tak na Tobie leżę? 


-Może pół godziny 
-Dlaczego mnie nie obudziłeś?
 -Twoje włosy fajnie łaskoczą, a poza tym słodko wyglądałaś, powiedział pstrykając mnie w nos. 
-Wyglądałaś? To teraz już nie? spytałam udając obrażoną. 
-A teraz wyglądasz naturalnie pięknie.
Oblałam się rumieńcem i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i założyłam ciuchy , które dała mi Eleanor.
 Kiedy zeszłam na dół wszyscy siedzieli przy stole. Jak się okazało dla mnie nie było miejsca. Zayn wyciągnął ręce i poklepał kolana. Miałam blokadę, ale kiedy zobaczyłam że Liam obserwuje zajście, szybko usiadłam na kolanach Mulata.
-To co jemy? spytałam a Harry postawił mi przed nosem gofry. Na samą myśl pociekła mi ślinka, jednak większość bitej śmietany wylądowała na twarzach mojej i Zayna.
Po raz kolejny Liam opuścił pomieszczenie w którym się znajdowałam. Było to co najmniej dziwne.  Wiedziałam że nie był zazdrosny, bo nic do mnie nie czuł, stwierdziłam więc że po prostu przeszkadza mu moja obecność. Byłam smutna, bo znaczył dla mnie wiele- przynajmniej kiedyś.  
Z rozmyśleń wyrwał mnie nowy temat tabu w towarzystwie, a mianowicie- biwak.
-Hope a ty?
-Oczywiście że jedzie, powiedział Zayn ściskając mnie mocno.
-Eee...
-Jedziesz!Jedziesz!Jedziesz! krzyczeli zgodnie wszyscy.
-Mam wyjście?
-Nie, odrzekli ściszając nieco krzyki. Więc innej opcji nie było. Piątek- biwak, to pewne.


   Dwa dni później:


To już dzisiaj, pomyślałam wstając z łóżka. Na szczęście byłam tak ogarnięta że już wczoraj spakowałam walizki. Teraz pozostało mi ogarnięcie samej siebie. Pogoda za oknem była zadowalająca więc włożyłam krótkie spodenki . Włosy spięłam w luźną kitkę, o 8 zadzwonił dzwonek do drzwi- idealnie, pomyślałam i otworzyłam je.
-No hej piękna, powiedział Zayn i mocno mnie przytulił
-Hej, hej
-Gdzie walizki? - spytał, a ja wskazałam miejsce za kanapą, Mulat wyniósł rzeczy, a ja zamknęłam dom i przywitałam się z resztą ekipy. Na końcu podszedł do mnie Payne. Wyciągnął ręce do uścisku.
-Daruj sobie, powiedziałam chcąc do wyminąć
-Daruj sobie? Mam darować sobie najlepszą przyjaciółkę
-Raz już to zrobiłeś
-Hope daj spokój, nawet nie wiesz jak bardzo chciałem Ci powiedzieć
-Chciałeś, nie chciałeś- nie zrobiłeś tego, a to zabolało, powiedziałam patrząc na swoją rękę.
-Hope ty chyba...
-Daj spokój... Szybko wsiadłam do auta, a on stał nadal w miejscu.
-Liam misiu! krzyknęła ta tapetowata małpa, a ja przewróciłam oczyma i włożyłam słuchawki do uszu, nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Po 2 godzinach otworzyłam oczy i zobaczyłam, że auto jest puste. Wszyscy wyszli z wyjątkiem Zayna, na którym po raz kolejny się obudziłam. Podniosłam głowę i dałam mu buziaka w podziękowaniu, kiedy się odwróciłam zauważyłam że Liam widział zajście....



Z perspektywy Liama:

Nie pomyślałem że kiedyś mogę poczuć się tak strasznie. Lecz może to było mi potrzebne?.. Potrzebne aby zrozumieć jak bardzo kocham tę dziewczynę. Jak bardzo boli mnie jej strata, że to ja chciałbym być teraz na miejscu Zayna. Byłem tchórzem. Nie potrafiłem powiedzieć jej czego czuje, może dlatego że bałem się odrzucenia.. ale, no właśnie ale.. to mnie nie tłumaczy...
Kiedy Hope odwróciła głowę, wypuściłem z dłoni dwa piwa, w skutek czego na około mnie było dużo potłuczonego szkła. Było mi głupio, że tak zareagowałem, ale ten cios w serce to spowodował. Szybko zbiegła się wokół mnie grupka, pytająca co mi jest. Nie umiałem sensownie odpowiedzieć.
-On, on tylko wiewiórka przebiegła i się przestraszył! wybuchła Hope, a ja dalej stałem nieruchomo.Cieszyłem się jednak że jakoś wybrnęła z tej sytuacji, ale z drugiej strony wiedziałem że ratuje mi tyłek, bo widziałem że dała Zaynowi buziaka i chyba to najbardziej mnie bolało...


Z perspektywy Hope: 

Czułam się bardzo dziwnie. Było mi głupio że Liam widział to wszystko, a tym bardziej kiedy zauważyłam jak zareagował. Było mi źle i z tego co widziałam jemu też. Gdybym wcześniej go zauważyła pewnie nie dałabym buziaka Zaynowi. Nie chciałam żeby ktoś coś źle zrozumiał, a tym bardziej Liam. Szybko więc zaczęłam ratować go z opresji i jedyne co mi przyszło to ta wiewiórka. Wszyscy więc opuścili miejsce zdarzenia i zaczęli rozbijać namioty. Ostatni raz spojrzeliśmy na siebie i speszeni poszliśmy w przeciwnych kierunkach. Po chwili poczułam czyjeś ręce na sobie, odwróciłam się i zobaczyłam Malika.
-O Zayn.
-Co to było? To w aucie? Spytał śmiesznie poruszając brwiami.
-Chciałam podziękować, że mnie nie zostawiłeś w tym aucie i że mogłam się wyspać.
-Ten pretekst też mi się podoba, powiedział i zaczął uciekać. W pierwszym momencie nie wiedziałam dlaczego, ale gdy dotarły do mnie jego słowa, zaczęłam go gonić. Na jego szczęście był już w bezpiecznej odległości. Zdążyłam jednak wykorzystać moment kiedy stał nad brzegiem jeziora i wepchnęłam go do wody. Nad brzegiem w natychmiastowym tempie pojawił się Niall, darł się jak opętany.
-Zayn! Już biegnę! Wytrzymaj. Nie byłam pewna o co chodzi, ale za chwilę się dowiedziałam
-Panicznie boi się wody, usłyszałam za sobą. Dobrze wiedziałam do kogo należy ten głos.
-To wiele tłumaczy..
-A wytłumaczysz mi co działo się w aucie?
-Liam ja...
-Chyba jesteśmy kwita. Cios za cios. Ranimy się nawzajem, powiedział na odchodne, a ja nie umiałam wydusić z siebie słowa. Znów najchętniej zapadłabym się pod ziemię, albo w ogólne z niej znikła, aby nikt nie widział mych łez, poszłam na ławkę i założyłam słuchawki, piosenka która się włączyła jeszcze bardziej mnie dobiła.


Przez Ciebie

Nie popełnię tych samych błędów, co Ty
Nie pozwolę sobie na tak nieszczęśliwy los
Nie załamię się jak Ty
Twój upadek był bolesny
Nauczyłam się, że nie można brnąć tak daleko

Przez Ciebie
Nigdy nie zbaczam z mojej ścieżki
Przez Ciebie
Nauczyłam się bezpiecznie żyć,
Więc nikt mnie nie zrani
Przez Ciebie
Trudno mi zaufać
Nie tylko sobie, ale wszystkim wokół
Przez Ciebie
Boję się

Gubię swą drogę
I pewnie niedługo mi to wytkniesz
Nie mogę płakać,
Bo wiem, że jest to słabością w Twoich oczach
Wyciskam z siebie nieszczere uśmiechy,
Każdego dnia mojego życia
Moje serce nie może się złamać,
Bo przecież nigdy nie było w całości 

Przez Ciebie
Nigdy nie zbaczam z mojej ścieżki
Przez Ciebie
Nauczyłam się bezpiecznie żyć
Więc nikt mnie nie zrani
Przez Ciebie
Trudno mi zaufać
Nie tylko sobie, ale wszystkim wokół
Przez Ciebie
Boję się


-Słuchając tych dołujących piosenek, lepiej się nie poczujesz... usłyszałam za sobą



*******************************************
Hej hej hej :D
Wiem dawno nie było, ale już jest :D
Miłego czytania ;)
Następny po 7 komentach :D

Jakieś pytania do bohaterów? Proszę napisz w komentarzu, odpowiem.

Głosujcie w ankiecie na górze :D

Pozdrówka ;d




























środa, 11 września 2013

Rozdział 5 ♥

Myślałeś pewnie że już o Tobie nie pamiętam, że wszystkie chwile spędzone razem nic dla mnie nie znaczyły. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie w moją stronę, by wszystko wróciło. Najchętniej w tej chwili bym uciekła i nigdy więcej nie wychodziła z domu, ale nie mogłam stchórzyć. Nie mogłam odejść bez obarczania Cię winą. Musiałam pozostać, aby pokazać jak dużo straciłeś. 


Kiedy nastąpił ten niezręczny moment podania ręki Liamowi nie wahałam się jej cofnąć. Nie chciałam więcej czuć tych wszystkich emocji. Wróciło to do mnie z podwojoną siłą, gdy podbiegła do niego ta dziewczyna. Kolejny cios, z jego strony. Jedyne co mnie zastanawiało to dlaczego mi to robił... Otrzepałam się i chwyciłam Zayna pod rękę, ten ochoczo ruszył w kierunku wejścia do kina.
-Na co idziemy? spytałam kiedy byliśmy już w środku.
-This...
-Louis kochanie, nie przesadzajmy byliśmy już w kinie na waszym filmie 4 razy odezwała się Eleanor. Ja cicho się zaśmiałam i spojrzałam na innych.
-To może Millerowie? Spytał blondyn z nachos w ręku.
-Czemu nie, wtrącił lokaty i ruszyliśmy do kasy. Pozostało nam tylko rozdzielić bilety. W głębi duszy modliłam się aby nie usiąść obok mojego domniemanego przyjaciela, ale oczywiście skutek był odwrotny.
-To tak. Zayn,obok Hope, obok Hope, Liam... To ostatnie najbardziej mnie dobiło, ale przełamałam się i weszłam na salę zajmując swoje miejsce. W trakcie trwania filmu były momenty kiedy nie można było opanować śmiechu, wtedy nowa "koleżanka" Payna wykorzystywała moment aby z udawaną gracją poklepać go po ramieniu. Żenowało mnie to, ale nie chciałam być zazdrosna, chciałam nacieszyć się tym, że poznałam nowych ludzi. Po seansie wszyscy w znakomitych humorach trafiliśmy do domu chłopaków. Nie przewidując skutków wypiłam lampkę wina, która uniemożliwiała mi jazdę samochodem.
-No piękna, myślisz że po tym winie puszczę Cię autem do domu? Powiedział Mulat sącząc drink.
-Nie myślałam o tym, ale przecież mogę iść pieszo. Po moim zdaniu wszyscy zgodnie parsknęli śmiechem.
-Tak? A wiesz może gdzie jesteś? spytał rozbawiony Zayn.
-Dobra, okej czaje. Kanapa w pokoju gościnym, okeejj. Znów nie zręczny moment ciszy i salwa śmiechu.
-Masz do wyboru pokój z Zaynem, Niallem lub zboczonym lokowatym, musisz coś wybrać.Powiedziała Eleanor siedząca na kolanach Louisa.Spojrzałam kolejno na Zayna Nialla i Harrego. Wybór był oczywisty, bo to przecież Zayna znałam najlepiej.
-Z z z Zayn. Mulat posłał buziaka w stronę reszty chłopaków i pociągnął mnie za rękę do swojego pokoju.
-No to tak, w czymś musisz spać. Proponuję tę koszulkę, powiedział rzucając we mnie koszulką z napisem "I love Liam" minę miałam nie tęga więc usiadł obok mnie:
-Ja przepraszam.. Widziałem że źle zareagowałaś już pod autem. Skąd znasz Liama? O co chodzi?
-Nie wiem czy chcę o tym mówić... Wtedy przytulił mnie mocno i powiedział
-Możesz na mnie liczyć, jeśli nie chcesz nie mów, ale uwierz jak się wygadasz będzie Ci lepiej.
-Pamiętasz wspominałam Ci że nie mam nikogo, oczywiście teraz poznałam Ciebie i sytuacja jest inna, ale wróćmy. Mówiłam o moim przyjacielu, a przynajmniej wspominałam. Byliśmy nierozłączni jak brat i siostra, tyle że my się nie kłóciliśmy. Traktowano nas nawet jak parę, no i wtedy pojawiliście się wy. 4 chłopaków z przyszłością, jedyne czego wam brakowało to piąty  głos w kapeli, czyli mój przyjaciel.
-Ale że.. Liam? Ja.. ja tak bardzo Cię przepraszam.. Wiedziałem że Liam ma przyjaciółkę, ale nie znałem prawdy... Nie znałem Ciebie.. powiedział nieco zasmucony.
-Więc zrekompensuj mi to i daj inną koszulkę, rzekłam uśmiechając się.
-Dał mi podobną, tyle że na tej pisało "Keep calm and love Harry" zlustrowałam Mulata:
-Będzie ciekawie, bardzooo ciekawie
-Nie da Ci spokoju, ale innej nie mam.
-Spokojniee, nie z takich sytuacji umiałam wybrnąć.

Zeszliśmy na dół. Wszyscy odwrócili się w naszą stronę, z wyjątkiem Liama, Sophie i Harrego. Kiedy odwrócił się ten trzeci, wskoczyłam za plecy Zayna, aby nie widział napisu na koszulce. Spowodowało to owacje i gwizdy.
-Ludziee spokojnie, ja tylko.. Pająka zobaczyłam!
-Dobra, dobra. Gramy w butelkę? Rzucił Louis.
-No jasne! Wykrzyczeli wszyscy zgodnie, tylko ja siedziałam cicho. Zayn chciał ruszyć, ale ja kurczowo trzymałam się jego bluzki, więc na jego plecach dotarłam do kanapy, wzięłam z niej poduszke i przytuliłam się do niej tak aby napis był zakryty. Usiedliśmy wszyscy w kole. Siedziałam między Malikiem  Horanem. Jako pierwszy kręcił lokaty. Pech chciał że butelka wskazała mnie.
-No no słodka, to pytanie czy zadanie? spytał, śmiesznie poruszając brwiami.
-Chyba jednak pytanie
-Hymm... Skąd znasz Liama? Wypalił, a ja po raz kolejny dzisiejszego dnia chciałam zniknąć z powierzchni ziemi.
-E.. Kiedyś byliśmy sąsiadami, powiedziałam i przejęłam butelkę aby jak najszybciej skończyć ten temat.
Gra toczyła się dalej. Dużo razy śmialiśmy się z zadań jakie przed nami stawiano. Najgorsze okazało się zadanie Harrego.
-Słuchaj Hazza, musisz pocałować- może być policzek, najładniejszą według Ciebie siedzącą tutaj osobę. Wtedy spojrzał na mnie, a ja ze strachu puściłam poduszkę. Kiedy odczytał napis zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać.
-Nie.  Harry.   Nie.    Błagam Cię. Mówiłam kolejno aż wreszcie wstałam i biegłam w nieznanym mi kierunku. W koło było słychać tylko śmiechy obserwatorów naszej gonitwy. W końcu jednak dobiłam do niezauważonej kanapy i zielonooki mógł wykonać zadanie. Pucowałam swój policzek, a reszta nadal śmiała się w najlepsze. Tylko Liam opuścił niezadowolony pokój
 -Wiem że tego chciałaś.
-Jasneee i właśnie dlatego przed tobą uciekałam. Jesteś geniuszem! Stwierdziłam sarkastycznie po czym Hazza zmierzył mnie wzrokiem.
-Coś jeszcze pani "Ironia i sarkazm pomagają mi przetrwać w życiu" ?
-Tak panie "Jestem najbardziej zajebistym i przystojnym kolesiem tylko według siebie" rzekłam rzucając w niego poduszką. I tak oto rozpoczęła się wielka bitwa na poduszki. Pierze miałam wszędzie, więc razem z Zaynem udałam się do pokoju. W znakomitych humorach usiedliśmy na łóżku. Nagle Mulat ponownie wybuchnął śmiechem?
-Co jest? Spytałam nieco zaintrygowana.
-Nic tylko masz jeszcze pierz we włosach, powiedział sięgając po niego. Wtedy nastąpiła taka niezręczna cisza. Przez dłuższy moment patrzył w moje oczy, poczułam motyle w brzuchu. Uśmiechnęłam się do niego.
-Masz niesamowite oczy.. speszona spuściłam wzrok, on chwycił mnie za podbródek i wyciągnął ją do góry.
-Nie chowaj ich nigdy, uwierz w końcu w siebie, w to że jesteś śliczna powiedział i pocałował w policzek. Na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech, czułam takie niesamowite ciepło... Potem jeszcze długo rozmawialiśmy. Dopiero o 3 nad ranem znużył nas sen i udaliśmy się do krainy Morfeusza.



*********************************************************
Witam witam witam.
Mnie się nie podoba ten rozdział xD Nie byłam przekonana czy go dodać,
ale były komentarze, a jak obiecałam no to dodaję.


Przypominam że możecie w komentach zadawać pytania do bohaterów.


Następny rozdział po 6-7 komentarzach. :) Pozdrawiam Ola :D