Potknięcie wroga dla nas jak trucizna. Myślimy że uśmierzy ból, a od środka zabija...
Z perspektywy Hope:
Dzisiejszego wieczoru Sophie wydawała się być dla mnie stanowczo za miła. Swoją słodkością płoszyła nawet ćwierkające ptaki. Zastanawiałam się skąd u niej ta przemiana, ta chęć przełamania lodów, myślałam nawet przez chwilę że rzeczywiście, chce zdobyć moją sympatię, ale było chyba za wcześnie na takie wnioski. Kiedy wyrwała się z chęcią zrobienia ciepłej herbaty, byłam w lekkim szoku. Ona i jej tipsy chyba nie były przygotowane do tego rodzaju zadań, no ale niech będzie. Kiedy ona poszła robić napój, my nadal siedzieliśmy przy ciepłym ognisku. Mimowolnie spojrzałam na Liama.
Nasze oczy spotkały się i przez kilka chwil byliśmy w siebie wpatrzeni. Z jego oczu można było wyczytać smutek i przygnębienie, a najgorsze było to że to wszystko była moja wina. W tych paru sekundach nie słyszałam śmiechów wokół, żadnych rozmów. Panowała tylko ta cisza między mną a nim. Cisza która powoli mnie zabijała. Niedługo potem na horyzoncie znów pojawiła się istota, która zakłócała nasze relacje- Sophie. Kiedy podała mi filiżankę, wahałam się nad wypiciem, jednak gdy wszyscy spojrzeli na mnie, wzięłam łyk, który okazał się być wydzieliną z jej jadem.
Kiedy poczułam jak znienawidzony przez alergię smak orzechów, chciałam wypluć herbatę, ale było za późno. Drobinki skrzętnie dostały się do przełyku, a ja wpadłam w stan nieświadomości. Po krótkim zakręceniu w głowie, nastąpiło omdlenie, a moja twarz zaczęła zamieniać się w balon, że już nie wspomnę o tchawicy, która obierała mi powoli dopływ powietrza.
Z perspektywy Liama:
Kiedy Hope upadła z belki, a jej twarz zaczęła puchnąć, wiedziałem. Wiedziałem że tylko orzechy mogły to spowodować. Byłem przerażony. Nie miałem pojęcia jak jej pomóc.
-Sophie! Ty idiotko! Jak mogłaś jej podać orzechy!
-Ale ja...
-Co ty?! Dobrze wiedziałaś że jest uczulona! Nawet dziś o tym mówiła! Zrobiłaś to specjalnie!
-Liam...
-Zejdź mi z oczu!A ty Zayn zadzwoń na pogotowie! Szybko! Po tym jak oczerniłem Sophie, zabrałem się za reanimację Hope, bałem się że ją stracę. Nadszedł ten moment, kiedy nasze usta miały się zetknąć i wtedy otworzyła oczy. Moje serce podzieliło się. Bo z jednej strony cholernie się cieszyłem że znów jest wśród żywych, a z drugiej żałowałem że nie dane było nam zaznać smaku swoich ust.
-Co.. co...
-Spokojnie, jestem przy Tobie. Wytrzymaj zaraz przyjedzie karetka. Powiedziałem i mocno ją przytuliłem. Brakowało mi jej bliskości. Jej zapachu. Nie chciałem już nigdy jej puszczać...
Po 10 minutach przyjechało pogotowie.
-Przykro mi, ale w karetce jest tylko jedno miejsce, kto z państwa pojedzie? Spytała pielęgniarka.
-Ja, odezwał się jako pierwszy Zayn, którego miałem ochotę unicestwić. Szybko pobiegłem więc do auta i pojechałem zaraz za karetką. Zauważyłem że Hope znów straciła przytomność. Wiedziałem że sytuacja była kiepska. Siedzieliśmy z Zaynem na korytarzu. W ciszy, ale po pewnym czasie on postanowił się odezwać:
-Zależy Ci na niej prawda? Spytał, a ja zamarłem.
-O czym ty mówisz?
-Liam nie wpajaj mi żadnych wymówek, widzę że cholernie chciałbyś znów być jej przyjacielem.
-Przyjacielem.. powiedziałem z "rozmyciem" w głosie. Tak, tak. Dokładnie. Dodałem, zaraz po tym.
-Mam nadzieje że Ci się uda, rzekł i w tym samym momencie z pokoju, w którym przebywała Hope wyszedł lekarz.
-Co z nią?
-Jak ona się czuje?
-Czy możemy do niej wejść? Pytaliśmy na zmianę z Zaynem.
-Doszło do niegroźnego skażenia. Wiadomo że pacjentka, jest uczulona na orzechy. Na szczęście były to tylko śladowe ilości. Pani Jones czuje się dobrze, wybudziła się, a panowie mogą oczywiście wejść.Otworzyłem powoli drzwi, kamień spadł mi z serca. Znów widziałem jej roześmianą twarzyczkę.
-Wiesz jak nas nastraszyłaś? zaczął Zayn, który podszedł do niej i mocno ścisnął. Ona tylko się uśmiechnęła i spojrzała w moją stronę.
-Witamy znów wśród żywych, rzekłem i przytuliłem ją. Tym razem nie odepchnęła mnie.
-Dziękuje... rzekła szepcząc mi do ucha. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Znów byłem spokojny, jednak nie wiedziałem jak długo będzie to trwało.
Z perspektywy Hope:
Sytuacja była krytyczna, nie widziałam że można kogoś w ten sposób można chcieć wyeliminować. Ten poziom jednak można było reprezentować, wiedziałam jednak że jestem coś warta, jeśli mogę stanowić dla kogoś zagrożenie. Kiedy wszyscy mnie odwiedzili, zrobiło mi się ciepło na sercu, ale najbardziej cieszyłam się z tego że Liam tak bardzo się przejął. Nie umiałam w tym momencie go nie przytulić. Nie umiałam go odepchnąć. Po prostu chciałam być blisko niego.
Nazajutrz:
Punktualnie o 7 wszyscy stawili się w szpitalu. Najbardziej zdziwiła mnie obecność Sophie:
-Ja.. Chciałam Cię przeprosić, powiedziała z udawanym smutkiem.
-Tutaj nie ma raczej za co przepraszać. Chciałaś mnie wyeliminować, nie mam pojęcia dlaczego. Czy takie wielkie zagrożenie dla Ciebie stanowię? Spytałam
-Ja... Hope nie wiem dlaczego to zrobiłam.
-Słuchaj. Nie będziemy wielkimi przyjaciółkami nigdy. Jesteśmy zupełnie inne. Przeprosiny, powiedźmy że przyjmuję ale nie licz na szczęśliwy finał tej znajomości. Powiedziałam i zaczęłam się witać z dość zdziwioną "publicznością".Jak zwykle na końcu stał Liam. Wahałam się, ale przytuliłam go. Uśmiechnął się do mnie i pstryknął w nos. Droga była mi nieznana, swoją drogą szpital również. Wróciliśmy na nasz obiecujący biwak.
-No to jak bawimy się w chowanego? Wypalił Niall gdy zapadał zmrok.
-W sumie, czemu by nie wrócić do czasów dzieciństwa, wszyscy mnie poparli i już po chwili mieliśmy zacząć zabawę.
-A kto będzie liczył? Spytał blondyn.
-No chyba ten kto wymyślił. Zniesmaczony chłopak podszedł do jednego z drzew aby móc zacząć liczyć.
-Zakład że schowam się najlepiej? - Wystąpiłam przed szereg
-Zakład, wyciągnął w moją stronę rękę Liam.
-Raz, dwa, trzy.. Liczył kolejno blondas, a ja pobiegłam przed siebie. Schowałam się ze jakimś wałem, nawet nie wiem kiedy znużył mnie sen.
Z perspektywy Zayna:
Po 20 minutach wszyscy już byli w obozowisku, z wyjątkiem Hope. Zaczęliśmy się martwić.
-Hope już dobrze, wygrałaś
-Wychodź już!
-Niech będzie, jesteś najlepsza w tej grze!
-Hoooppeeeee! Odpowiadała nam tylko głucha cisza, byliśmy coraz bardziej przerażeni.
-Rozdzielmy się i zacznijmy jej szukać. Ja pójdę z Louisem, powiedziała El.
-Ja z Liamem, rzekła Sophie, a ja zauważyłem niesmak i grymas na twarzy przyjaciela, zaśmiałem się.
-Ja pójdę z Harrym, powiedział Niall i po chwili poczuł na swoich plecach cały ciężar ciała lookersa.
-No to ja zdaję się na siebie, powiedziałem z lekkim strachem. Ruszyłem na północną część lasu. Było jednak ciemno. Wyjąłem telefon i włączyłem latarkę. Zauważyłem wreszcie jakiś wał. Był obrośnięty jakimiś roślinami. Wdrapałem się na niego i zauważyłem skuloną pod krzakiem postać.
-Dzięki Bogu... szepnąłem i powoli do niej podeszłem. Wziąłem ją na ręce i powoli wracałem do reszty.
-No nareszcie!
-Gdzie ona była! Wołali wszyscy z wyjątkiem Liama, który po naszym powrocie zniknął z horyzontu.W tym momencie obudziła się Hope
-Co co co jest ? Zi.. zii.. zimnoo..
-Pójdę po koc, wyrwał się Hazza.
-Ja zrobię herbatę, tym razem bez dodatków, powiedział Louis patrząc na zawstydzoną Sophie.
-Dzięki, a tak właściwie czemu znów spałam na Tobie? Spytała dziewczyna, a wszyscy inni wybuchnęli śmiechem.
-Nie pytaj, tylko przyznaj, że jestem wygody, rzekłem na odczepkę, za co dostałem kopa. Znów pech, albo przeznaczenia chciało, aby widział to Liam. Znów widziałem jego przeraźliwy wzrok.
-Liam! zawołała Hope, a on ją zignorował.
***************************************************8
Witam witam witam :D
Dzięki za głosy w ankiecie, przepraszam że dopiero teraz pojawił się
rozdział, ale to wszystko brak czasu. Jutro urodzinyyy iijeea xD
Następny po 8 komentach :D
Dzięki za waszą obecność tutaj, na youtube, na asku
JESTEŚCIE NIESAMOWICI ♥
Nasze oczy spotkały się i przez kilka chwil byliśmy w siebie wpatrzeni. Z jego oczu można było wyczytać smutek i przygnębienie, a najgorsze było to że to wszystko była moja wina. W tych paru sekundach nie słyszałam śmiechów wokół, żadnych rozmów. Panowała tylko ta cisza między mną a nim. Cisza która powoli mnie zabijała. Niedługo potem na horyzoncie znów pojawiła się istota, która zakłócała nasze relacje- Sophie. Kiedy podała mi filiżankę, wahałam się nad wypiciem, jednak gdy wszyscy spojrzeli na mnie, wzięłam łyk, który okazał się być wydzieliną z jej jadem.
Kiedy poczułam jak znienawidzony przez alergię smak orzechów, chciałam wypluć herbatę, ale było za późno. Drobinki skrzętnie dostały się do przełyku, a ja wpadłam w stan nieświadomości. Po krótkim zakręceniu w głowie, nastąpiło omdlenie, a moja twarz zaczęła zamieniać się w balon, że już nie wspomnę o tchawicy, która obierała mi powoli dopływ powietrza.
Z perspektywy Liama:
Kiedy Hope upadła z belki, a jej twarz zaczęła puchnąć, wiedziałem. Wiedziałem że tylko orzechy mogły to spowodować. Byłem przerażony. Nie miałem pojęcia jak jej pomóc.
-Sophie! Ty idiotko! Jak mogłaś jej podać orzechy!
-Ale ja...
-Co ty?! Dobrze wiedziałaś że jest uczulona! Nawet dziś o tym mówiła! Zrobiłaś to specjalnie!
-Liam...
-Zejdź mi z oczu!A ty Zayn zadzwoń na pogotowie! Szybko! Po tym jak oczerniłem Sophie, zabrałem się za reanimację Hope, bałem się że ją stracę. Nadszedł ten moment, kiedy nasze usta miały się zetknąć i wtedy otworzyła oczy. Moje serce podzieliło się. Bo z jednej strony cholernie się cieszyłem że znów jest wśród żywych, a z drugiej żałowałem że nie dane było nam zaznać smaku swoich ust.
-Co.. co...
-Spokojnie, jestem przy Tobie. Wytrzymaj zaraz przyjedzie karetka. Powiedziałem i mocno ją przytuliłem. Brakowało mi jej bliskości. Jej zapachu. Nie chciałem już nigdy jej puszczać...
Po 10 minutach przyjechało pogotowie.
-Przykro mi, ale w karetce jest tylko jedno miejsce, kto z państwa pojedzie? Spytała pielęgniarka.
-Ja, odezwał się jako pierwszy Zayn, którego miałem ochotę unicestwić. Szybko pobiegłem więc do auta i pojechałem zaraz za karetką. Zauważyłem że Hope znów straciła przytomność. Wiedziałem że sytuacja była kiepska. Siedzieliśmy z Zaynem na korytarzu. W ciszy, ale po pewnym czasie on postanowił się odezwać:
-Zależy Ci na niej prawda? Spytał, a ja zamarłem.
-O czym ty mówisz?
-Liam nie wpajaj mi żadnych wymówek, widzę że cholernie chciałbyś znów być jej przyjacielem.
-Przyjacielem.. powiedziałem z "rozmyciem" w głosie. Tak, tak. Dokładnie. Dodałem, zaraz po tym.
-Mam nadzieje że Ci się uda, rzekł i w tym samym momencie z pokoju, w którym przebywała Hope wyszedł lekarz.
-Co z nią?
-Jak ona się czuje?
-Czy możemy do niej wejść? Pytaliśmy na zmianę z Zaynem.
-Doszło do niegroźnego skażenia. Wiadomo że pacjentka, jest uczulona na orzechy. Na szczęście były to tylko śladowe ilości. Pani Jones czuje się dobrze, wybudziła się, a panowie mogą oczywiście wejść.Otworzyłem powoli drzwi, kamień spadł mi z serca. Znów widziałem jej roześmianą twarzyczkę.
-Wiesz jak nas nastraszyłaś? zaczął Zayn, który podszedł do niej i mocno ścisnął. Ona tylko się uśmiechnęła i spojrzała w moją stronę.
-Witamy znów wśród żywych, rzekłem i przytuliłem ją. Tym razem nie odepchnęła mnie.
-Dziękuje... rzekła szepcząc mi do ucha. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Znów byłem spokojny, jednak nie wiedziałem jak długo będzie to trwało.
-Kiedy wychodzisz? Spytał Mulat.
-Chyba jutro rano, mogę wrócić na biwak, tylko tym razem bez orzechowych
niespodzianek, powiedziała przez śmiech.
-W takim razie, wszyscy stawiamy się jutro o 7, powiedziała Eleanor, która
wyszła zza murka, razem z resztą. Widać było szczęście w oczach Hope.
Z perspektywy Hope:
Sytuacja była krytyczna, nie widziałam że można kogoś w ten sposób można chcieć wyeliminować. Ten poziom jednak można było reprezentować, wiedziałam jednak że jestem coś warta, jeśli mogę stanowić dla kogoś zagrożenie. Kiedy wszyscy mnie odwiedzili, zrobiło mi się ciepło na sercu, ale najbardziej cieszyłam się z tego że Liam tak bardzo się przejął. Nie umiałam w tym momencie go nie przytulić. Nie umiałam go odepchnąć. Po prostu chciałam być blisko niego.
Nazajutrz:
Punktualnie o 7 wszyscy stawili się w szpitalu. Najbardziej zdziwiła mnie obecność Sophie:
-Ja.. Chciałam Cię przeprosić, powiedziała z udawanym smutkiem.
-Tutaj nie ma raczej za co przepraszać. Chciałaś mnie wyeliminować, nie mam pojęcia dlaczego. Czy takie wielkie zagrożenie dla Ciebie stanowię? Spytałam
-Ja... Hope nie wiem dlaczego to zrobiłam.
-Słuchaj. Nie będziemy wielkimi przyjaciółkami nigdy. Jesteśmy zupełnie inne. Przeprosiny, powiedźmy że przyjmuję ale nie licz na szczęśliwy finał tej znajomości. Powiedziałam i zaczęłam się witać z dość zdziwioną "publicznością".Jak zwykle na końcu stał Liam. Wahałam się, ale przytuliłam go. Uśmiechnął się do mnie i pstryknął w nos. Droga była mi nieznana, swoją drogą szpital również. Wróciliśmy na nasz obiecujący biwak.
-No to jak bawimy się w chowanego? Wypalił Niall gdy zapadał zmrok.
-W sumie, czemu by nie wrócić do czasów dzieciństwa, wszyscy mnie poparli i już po chwili mieliśmy zacząć zabawę.
-A kto będzie liczył? Spytał blondyn.
-No chyba ten kto wymyślił. Zniesmaczony chłopak podszedł do jednego z drzew aby móc zacząć liczyć.
-Zakład że schowam się najlepiej? - Wystąpiłam przed szereg
-Zakład, wyciągnął w moją stronę rękę Liam.
-Raz, dwa, trzy.. Liczył kolejno blondas, a ja pobiegłam przed siebie. Schowałam się ze jakimś wałem, nawet nie wiem kiedy znużył mnie sen.
Z perspektywy Zayna:
Po 20 minutach wszyscy już byli w obozowisku, z wyjątkiem Hope. Zaczęliśmy się martwić.
-Hope już dobrze, wygrałaś
-Wychodź już!
-Niech będzie, jesteś najlepsza w tej grze!
-Hoooppeeeee! Odpowiadała nam tylko głucha cisza, byliśmy coraz bardziej przerażeni.
-Rozdzielmy się i zacznijmy jej szukać. Ja pójdę z Louisem, powiedziała El.
-Ja z Liamem, rzekła Sophie, a ja zauważyłem niesmak i grymas na twarzy przyjaciela, zaśmiałem się.
-Ja pójdę z Harrym, powiedział Niall i po chwili poczuł na swoich plecach cały ciężar ciała lookersa.
-No to ja zdaję się na siebie, powiedziałem z lekkim strachem. Ruszyłem na północną część lasu. Było jednak ciemno. Wyjąłem telefon i włączyłem latarkę. Zauważyłem wreszcie jakiś wał. Był obrośnięty jakimiś roślinami. Wdrapałem się na niego i zauważyłem skuloną pod krzakiem postać.
-Dzięki Bogu... szepnąłem i powoli do niej podeszłem. Wziąłem ją na ręce i powoli wracałem do reszty.
-No nareszcie!
-Gdzie ona była! Wołali wszyscy z wyjątkiem Liama, który po naszym powrocie zniknął z horyzontu.W tym momencie obudziła się Hope
-Co co co jest ? Zi.. zii.. zimnoo..
-Pójdę po koc, wyrwał się Hazza.
-Ja zrobię herbatę, tym razem bez dodatków, powiedział Louis patrząc na zawstydzoną Sophie.
-Dzięki, a tak właściwie czemu znów spałam na Tobie? Spytała dziewczyna, a wszyscy inni wybuchnęli śmiechem.-Nie pytaj, tylko przyznaj, że jestem wygody, rzekłem na odczepkę, za co dostałem kopa. Znów pech, albo przeznaczenia chciało, aby widział to Liam. Znów widziałem jego przeraźliwy wzrok.
-Liam! zawołała Hope, a on ją zignorował.
***************************************************8
Witam witam witam :D
Dzięki za głosy w ankiecie, przepraszam że dopiero teraz pojawił się
rozdział, ale to wszystko brak czasu. Jutro urodzinyyy iijeea xD
Następny po 8 komentach :D
Dzięki za waszą obecność tutaj, na youtube, na asku
JESTEŚCIE NIESAMOWICI ♥


ten rozdział to coś pięknego wgl twój blog jest super.
OdpowiedzUsuńno sis pięknie pięknie;3
OdpowiedzUsuńzacna nota :D
OdpowiedzUsuńczekam na następną note;D
OdpowiedzUsuńZACNIE. KOCHAM TE BLOG DAWAJ NASTĘPNY ROZDZIAŁ.
OdpowiedzUsuńDAWAJ MAŁA DALEJ *_* WCIĄGAAA OKROPNIE :3
OdpowiedzUsuńfajne
OdpowiedzUsuńkiedy next
OdpowiedzUsuń