sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 14 ♥

I nagle uświadamiasz sobie, że to on był sensem twojego życia. Że dzięki niemu cieszyłaś się życiem, a każdy dzień bez niego był dniem straconym. Bałaś się go stracić, nie chciałaś go wypuszczać z rąk. Był dla Ciebie całym światem. Bez niego nie dajesz rady, psychicznie wysiadasz... 


Przed wejściem do domu chłopaków miałam jeszcze pewną blokadę. Zatrzymałam się i patrzyłam na próg domu, przez który ON niegdyś przechodził. Wiem że on jest, gdzieś tu, ale zbyt daleko ode mnie. Nie mogę go zobaczyć, przytulić. Czułam jakby cząstka mnie wraz z jego odejściem umarła bezpowrotnie. 
-Hope? Usłyszałam przestając myśleć o całej tej cholernej rzeczywistości.
-Tak? 
-Wejdź już do środka, przestań o nim myśleć, bo to Ci nie pomoże. 
-Czy ty zawsze...
-Taki już jestem. Powiedział Louis podając mi rękę. Uśmiechnęłam się i weszłam do domu. 
-Chodź, zaprowadzę Cię do pokoju. Weszliśmy po schodach do 4 drzwi po lewej. Kiedy się one otworzyły nie było mi zbyt przyjemnie.
-Wiesz, jeśli chcesz wyniosę...
-Nie. Zostaw. Wiem że to jego pokój, nasze zdjęcia i wiesz? Nawet dobrze. Będę czuła że jest obok mnie. Teraz jeśli możesz zostaw mnie samą...
 Drzwi zamknęły się a ja trzymając jedną z fotografii w dłoni zaczęłam płakać. Po chwili znużył mnie sen. Śniło mi się że mój smutek koiły jego ramiona, że był blisko mnie... 


Nazajutrz:

Obudziłam się po godzinie 8, w domu panowała jeszcze cisza, wszyscy spali, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zeszłam do kuchni, a przy stole siedział Zayn. Był widocznie zamyślony, bo nawet mnie nie zauważył. Podeszłam do niego od tyłu, zaplatając ręce na jego torsie. 
-Coś się stało? Zapytałam przytulając się do jego pleców. 
-Kochasz go, prawda? Szybko się od niego odkleiłam i schowałam twarz w dłoniach. 
-Zayn ja... Ja sama nie wiem co czuje, jestem rozdarta. On zawsze przy mnie był, zawsze mnie pocieszał, mieszkał 2 kroki ode mnie, był na każde zawołanie.. Nie umiem sobie po prostu wyobrazić, jak to będzie bez niego. W kilka miesięcy zawalił mi się świat, straciłam osoby które kochałam, nie wiem co mam zrobić, jak zebrać te rozsypane kawałki mojego życia w całość... Rozpłakałam się, a on szybko podbiegł i przytulił mnie bardzo mocno. 
-Cii... Już dobrze, poradzimy sobie skarbie. Obiecuje. 
W tym momencie reszta domowników postanowiła do nas dołączyć.
-Ej, ej kochani tutaj są też inni, więc błagam oszczędźcie nam tych 'cudownych' widoków, powiedział Blondyn szczególnie naciskając na słowo cudownych. Uśmiechnęłam się mimowolnie i otarłam niedawno wylane łzy. Zayn usiadł na krześle i przyciągnął mnie na swoje kolana.
-To co dziś robimy? Zapytał Hazza, trzepocąc swoimi włosami we wszystkie strony.
-Chodźmy na plaże, powiedział Malik, a wszyscy znacząco spojrzeli w jego stronę.
-Taaa i mówisz to ty, który boi się panicznie wody?
-Hope lubi spędzać tam czas, a dla niej zrobię wszystko, powiedział, a wszyscy wokół znów nie umieli ukryć zdziwienia
-Ok, o 12 wszyscy pod drzwiami, bez wyjątku! Wykrzyczał Hazza i z jabłkiem w ręku udał się do swojego pokoju.
-Zbieramy się słońce? Spytał mnie Mulat wodząc nosem po mojej bluzce.
-Posiedźmy jeszcze chwilkę, proszęęęęę
-Pod warunkiem, że dostanę buziaka!
-Ooo nie, tak łatwo nie będzie, odpowiedziałam zwycięsko i uwalniając się z jego objęć pobiegłam za kanapę.
-I tak Cię dogonię!
-Chyba śnisz kicia, rzekłam wymijając go i biegnąc do góry, na jednym ze schodów potknęłam się, ale był wystarczająco daleko bym zdążyła się podnieść i dotrzeć do pokoju. Szybko zatrzasnęłam drzwi, które po chwili były solidnie bombardowane przez Zayna.
-Zmęczysz się i mnie wpuścisz, co za ironia, że w tych drzwiach nie ma klucza! Wykrzyczał zwycięsko.
-Może nie wyglądam, ale siły mam dużo! Odpowiedziałam przez drzwi które nas dzieliły.
-Wydaje mi się że mam jej troszeczkę więcej! W momencie w którym to powiedział drzwi się otworzyły, a ja z dużą siłą upadłam na ziemię.
-O matko, Hope nic ci nie jest? Powiedział klękając nade mną
-Niee... nic tylko...
-Tylko co?
-Tylko się przesuń! krzyknęłam w jego stronę i wstając z ziemi wybiegłam z pokoju. Po drodze dobiłam do Harrego, który nie mogąc znieść hałasu, zaproponował bym schowała się w jego pokoju, i tak też zrobiłam.
Korzystając z chwili spokoju, zebrało nam się na rozmowę.
-Tęsknie za nim wiesz?
-Wiem co czujesz... Tyle, że ja już czuje to przez niego 2 raz. Najpierw zostawił mnie dla was... Teraz zostawił nas wszystkich prze...
W tym momencie do pokoju wparował Zayn
-Myślałaś że dam za wygraną?!
-Emm, tak, tak myślałam, ale skoro nie to proszę powiedziałam rzucając w niego poduszką, sama dając sobie szansę na ucieczkę. Wróciłam do swojego pokoju i czekałam kiedy wpadnie do niego z prędkością światła. 3...2...1 boom!
 -Teraz już mi nie uciekniesz, powiedział całując mnie w usta.
-Nie miałam zamiaru... Szepnęłam odwzajemniając pocałunek, który sprawił, że leżeliśmy przez 30 minut na łóżku patrząc sobie w oczy.
-Zbiórka za 2 minuty! Krzyknął Harry przyprawiając nas o zawał serca.
-Cholercia, a my nic nie spakowaliśmy... Powiedział Mulat zagryzając usta.
-Znajcie litość Horana, który podzieli się posiłkiem z potrzebującymi, rzekł blondyn który stał w drzwiach pokoju. A teraz sio! Już! Nie chcę mieć was na sumieniu, kiedy lokaty się zdenerwuje.
-Jesteś wielki stary, powiedział Zayn puszczając mu buziaka w powietrzu.
-Mam być zazdrosna?! Krzyknęłam udając obrażoną.
-Bo rzygnę tęczą moi drodzy... Powiedział Harry który był już odrobinę zdenerwowany.
-Ok, już idziemy... Dawaj klucze do vana ii... Mógłbyś znaleźć sobie dziewczynę, bo jesteś strasznie przewrażliwiony na punkcie miłości! Malik nie zdążył uciec, bo już oberwało mu się w głowę.









*********************************************************
REAKTYWACJA!
Jest tu ktoś jeszcze? ;) 

























niedziela, 9 marca 2014

PILNE !


Piszę o nieprzyjemnej sytuacji niestety ;/

W ostatnim czasie niestety brak udzielania się na blogu, nie wiem czy jest dalszy sens prowadzenia go ;//

Mimo wszystko zrobiłam nowy filmik, możecie znaleźć oba w zakładce 'Filmiki do bloga'.


Jeśli jesteście ze mną, dajcie znać bo bez was to na prawdę nie ma sensu ;// 

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 13♥

I znów przyszła szara rzeczywistość. Patrzysz na zdjęcie i zastanawiasz się kiedy to wszystko się zmieniło?Kiedy przestałeś walczyć i pozwoliłeś na odejście?Czemu to wszystko jest tak trudne...




Nie ubłagalnie zbliżała się godzina "wymiany" między mną a porywaczami. Czułem jak moje serce mocno bije, na myśl że coś mogłoby się skomplikować, a ja mógłbym już więcej jej nie zobaczyć. Ostatni raz przeliczyłem pieniądze i zamknąłem torbę, w której postanowiłem je przechować. Byłem bardzo niespokojny, nie mogłem nikomu nic powiedzieć, a czułem że sam nie chcę brać w tym udziału. Wyszedłem na chwilę z namiotu żeby się przewietrzyć, niepostrzeżenie zostawiłem torbę z pieniędzmi.


Z perspektywy Zayna:

Liam od rana wydawał się dziwnie niespokojny. Ciągle przesiadywał w namiocie, więc gdy wyszedł szybko postanowiłem sprawdzić co robił, nie wiedziałem czy ma to związek z Hope ale odważyłem się. Otworzyłem torbę i widząc stertę pieniędzy przeraziłem się. Po co mu aż tyle? Wiem że to jego sprawa ale co ma zamiar zrobić? Szybko wyszedłem z namiotu i gdy zauważyłem, że Liam bierze torbę i wychodzi, poszedłem za nim. Droga ciągnęła się dosyć długo, maszerowaliśmy nieco ponad pół godziny. Zaczęło się ściemniać. Dotarliśmy do starego mostu, przy którym się zatrzymał. Była jakaś 19:57. Minutę później przyjechało auto, z którego... Wysiadła Hope? Byłem przerażony. Sam nie wiedziałem co się dzieje, co robić. Wychodzić  z miejsca kryjówki czy nie? Obserwowałem kolejne zdarzenia zza drzewa. Liam dostał szybko w ręce Hope, oddając w zamian torbę z pieniędzmi. Szybko do nich podbiegłem.
-Hope, skarbie! Nic Ci nie jest?
-Nie Zayn... już nic.


Z perspektywy Liama:
Denerwowałem się okropnie i może błędem było to że zostawiłem torbę z pieniędzmi w namiocie. Malik musiał ją zauważyć, bo widocznie włóczył się za mną aż do mostu. Kiedy porywacze oddali Hope w moje ręce czułem, ze już nikt i nic nie jest w stanie nas rozdzielić, że już zawsze będzie w mych ramionach... Myliłem się i gdy Mulat nagle pojawił się przy Hope moje serce znów przeszył ból. Okrutny ból. Spowodował że do oczy napłynęły mi łzy.
-Liam co jest stary? Przecież wszystko w porządku.
-W porządku? Pomyślałeś co mogło się jej stać? Jeszcze ty. Gdybyś wyszedł wcześniej stracilibyśmy ją, a tego nie darowałbym sobie ani sobie, ani Tobie. Gdyby coś jej się stało stracił bym cząstkę mnie, której nigdy w życiu bym nie odzyskał. Najgorsze dni mojego życia, to te w których kazaliście mi ją zostawić, olać tak po prostu. Wiesz jak się czułem? Oczywiście że nie! Bo nigdy nikt nie mógł przeżyć czegoś takiego, nieprzespane noce, wybrany kontakt i tylko brak głupiej odwagi by nacisnąć zieloną słuchawkę! Przeżywałem coś okropnego! A teraz? Gdy mogłem ją widywać i tak nie było tak jak dawniej. Zjebałem to. Rozumiesz? Wszystko przez chęć zaistnienia 'w wielkim świecie'. Mam nadzieje że chociaż ty jej nie zranisz. Cześć. Powiedziałem i odepchnąłem go na 'pożegnanie'. Do Hope podszedłem nieco ostrożniej. Nachyliłem się nad jej uchem.
-Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni. Pamiętaj o tym... Pocałowałem ją w czoło i odszedłem.
-Liam! Zawołała za mną. Kiedy się odwróciła, wpadła w moje ramiona, i bardzo mocno trzymała, Zayn stał na uboczu i się przyglądał.
-To co wtedy mówiłam, wyszeptała było na prawdę. Kocham Cię najmocniej na świecie wiesz? Nie daje rady bez Ciebie, jak mam sobie poradzić? Co zrobić?
-Hope, proszę nie utrudniaj mi tego... Wiesz że on będzie cierpiał, powiedziałem patrząc na Mulata.
-No tak... Przecież i tak my nigdy nie mogliśmy być szczęśliwi.
 -Kocham Cię. Kocham Cię Hope... Wyszeptałem kiedy odchodziła. 





Z perspektywy Hope:

Płakałam. Płakałam jak nigdy, jednym pocieszeniem przecież byłby ON, chłopak przez którego wylewam łzy. Czy nie możemy być szczęśliwi? Czy zawsze coś musi nam przeszkodzić? Czemu tak się dzieje?
-Hope, przerwał moje rozmyślenia Zayn, wiem ze Ci ciężko, ale uwierz mi, będzie lepiej, nie obiecuje że odrazu, ale postaram się byś była najszczęśliwsza na świecie. Wiem, że nigdy nie dam ci tego co dawał Ci on, ale też będę twoim przyjacielem. Zobaczysz, że razem damy radę. Spróbujemy- wspólnie.
-Dziękuje... Za to że jesteś. Powiedziałam i przytuliłam go. Był ogromnym wsparciem, jednak nie czułam do niego jeszcze tyle co do Liama.
-Jak myślisz? Powinniśmy już chyba dawno zakończyć ten biwak, do najlepszych nie należał...
-Tak, chcę już wrócić do domu... Zapomnieć, zacząć wszystko od nowa. Wracajmy.
-Chodźmy poinformować resztę.


-Gdzie Liam? Spytał Niall, kiedy wróciliśmy do obozu.
-Musiał...
-Musiał wyjechać na jakiś czas, chciał sobie wszystko poukładać, nie czuł się najlepiej, coś go trapiło. Dokończył za mnie Zayn, bo ja nie byłam w stanie.
-Jak to? Czemu nic nie powiedział?
-Kiedy wraca?
-Dokąd pojechał?
-Nic nam o tym nie powiedział, pożyjemy, zobaczymy...
-Zmieniając temat. Wracajmy już do domu, bez niego nie ma sensu dłużej tutaj być. Mulat odszedł, a w jego miejsce pojawił się Louis.
-Hope, ja wiem, że powiedział Ci co było przyczyną, ale spokojnie. Nie musisz nic mówić. Pomogę Tobie, pomogę i jemu, zobaczysz. Z dziwnych przyczyn, odczułam błogi spokój, wiedziałam że Lou na prawdę jest szczery, że robi to wszystko bezinteresownie.
-Dziękuje...

*****************
Dwie godziny później:

Dotarliśmy w końcu do domu chłopaków, usiadłam na kanapie i schowałam głowę w dłoniach.
-Zostań tutaj, z nami. Będzie Stella, Eleanor też. Będziemy my. Pomożemy Ci, tylko daj sobie pomóc.
-Lou, ja.. ja nie wiem czy mogę.
-Możesz! Krzyknął Harry z kuchni, mimowolnie zaśmiałam się.
-Widzisz, już pojawił się uśmiech, zostań Zayn będzie szczęśliwy.
-Ja...
-Zostajesz! Krzyknął tym razem chórek stojący za kanapą. Przytuliłam każdego z osobna, poczułam że z nimi mogę wszystko.
-To ja pojadę z Tobą po rzeczy, zaproponował lookers, który machał mi przed twarzą kluczykami od samochodu.
-To miłe, powiedziałam i wstając ponownie z kanapy opuściłam dom. Wsiedliśmy do auta, a w radiu leciała akurat piosenka, ich piosenka. Przy zwrotce Liama wymiękłam, a moje oczy znów zrobiły się szkliste:

Zayn:
On łapie cię za rękę
Ja powoli umieram
Patrzę w twoje oczy
I zastanawiam się
Dlaczego nie możesz patrzeć na mnie w taki sposób?

Na na na na na

Liam:
Gdy przechodzisz obok
Próbuję to powiedzieć
Ale potem zamarzam
I nigdy tego nie robię

Mój język staje się napięty
A słowa uwięzione. 

Harry:
Słyszę,jak bicie mojego serca przybiera na sile
ilekroć jestem blisko ciebie.

Wszyscy:
Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się

Zayn:
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.

Na na na na na
Na na na na na

Harry:
On patrzy na ciebie
W sposób, w który ja mógłbym
Robi wszystkie te rzeczy, które wiem, że mógłbym ja
Jeśli tylko można by cofnąć czas

Zayn:
Bo mam trzy małe słowa
Które zawsze chciałem ci powiedzieć

Wszyscy:
Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.

Harry:
Poczuj moje ręce na twojej talii
Gdy tańczymy w świetle księżyca
Marzę, abym ja był
Tym, do którego dzwonisz późno w nocy
Bo chcesz powiedzieć dobranoc

Liam:
Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty nie widzisz

Wszyscy:
Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się

Harry i Zayn:
Oh, tak bardzo bym chciał, 
Oh, tak bardzo bym chciał
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja

Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.


To było jak kula w serce. Dopiero wtedy zaczęłam sobie uświadamiać to, jak bardzo mu na mnie zależało. Jak ogromny ból sprawiało mu patrzenie na mnie i Zayna. Czułam się jeszcze gorzej.
-Tęsknisz za nim prawda?
-Cholernie.
-Wróci, a jeśli nie to go znajdę i na kolanach będzie przed tobą klęczał! Zaśmiałam się. 
-Mam nadzieje Harry, mam nadzieje...

Weszliśmy do środka. 
-Rozgość się, a ja idę spakować rzeczy.
-Spoko. Poszłam na górę, a jego zostawiłam na dole, w salonie. Była tam niewielka wystawa ze zdjęciami, nieco starszymi. Kiedy schodziłam na dół, trzymał w dłoni jedno, to z przed 4 lat. 
-Ile lat tu miałaś? 
-Chyba 15. 
-Piękna jak zwykle, rzucił a ja odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się że się nie domyślił, że to mnie spotkał wtedy, w parku. 



***************************************************************
No hej!

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie, komentowania, a przede wszystkim CZYTANIA!
Jesteście wspaniali, przepraszam że was zawodzę, ale niestety, nie mam za wiele czasu by odwiedzać bloga.

Next po 6 komentarzach ;* 























czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 12♥

Jeden moment. Jedna godzina. Jedna minuta. Jedna sekunda.
Wszystko ma znaczenie. Każda głupia rzecz którą robimy.
Jednym dajemy szczęście, drugim cierpienie.
Bo przecież życie to gra, w której nie ma dodatkowych szans i replay'ów.



Z perspektywy Nialla:
Nie byłem pewny czy to tylko sen, czy najprawdziwsza prawda. Po raz pierwszy poczułem się tak wspaniale. Uwolniony od problemów, złych myśli i smutku. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, nie chciałem wypuszczać tego blond szczęścia z mych dłoni... Jeszcze raz spojrzałem w jej oczy. Odbijały się w świetle księżyca, były jeszcze bardziej niebieskie...



Nazajutrz, z perspektywy Hope:

Kiedy rano wstałam, zaczęłam się pakować. Był wczesny świt, wszyscy jeszcze spali, a przynajmniej tak mi się wydawało. Jeszcze tylko ulubiona, niebieska bluzka i byłam spakowana. Wybiegłam z namiotu, zostawiając w nim kartkę.
"Po prostu przepraszam... Hope"
Otarłam łzy które spływały mi po policzku, kiedy zaczęłam iść, ktoś chwycił mnie za rękę.
-Hope...Odwróciłam się i znów stanęłam twarzą w twarz z Paynem.
-Liam.
-Dokąd idziesz?
-Och. Nagle Cię obchodzę? Naprawdę, słodkie, ale wybacz spieszę się. Wyrwałam się z uścisku i zaczęłam szybciej iść.
-Jones do cholery! Stój! Słyszysz?!Odwróciłam głowę i spojrzałam na niego z wrogością.
-Po pierwsze przestań się wydzierać. Po drugie. Czego chcesz?! Powiedź! Czy nie dość się poraniliśmy wciągu tych kilku dni? Czy nie dość łez wylaliśmy? Czy nie dość...
-Zamknij się wreszcie i posłuchaj. Nie potrafiłem. Nigdy. Ale teraz...
-Spieszę się.
-Kocham Cię do cholery! Rozumiesz? Nie  mogę bez Ciebie żyć, kocham. Najmocniej na świecie...
-Liam ja...
-Nic nie mów.

 Nagle nasze usta złączyły się. Milion razy wyobrażałam sobie ten moment w głowie, a teraz gdy dzieje się to naprawdę, odrywam się i biegnę? Uciekam? Przed czym?! Przed miłością, przed uczuciem...
Pobiegłam głęboko w las, nikt nie mógł mnie znaleźć choć słyszałam jeszcze za sobą wołanie Liama. Usiadłam przy drzewie, i zaczęłam płakać. Palcami lekko dotykałam ust, tak bardzo chciałam żeby znów tu był...
Po kilku minutach otrząsnęłam się i zaczęłam iść z w stronę autostrady, poczułam nagle uderzenie w głowę...
Obudziłam się w jakimś starym budynku, miałam związane ręce i nogi, na ustach miałam taśmę, nie mogłam się poruszyć. Nagle usłyszałam jakąś rozmowę.
-Miała coś przy sobie?
-Tylko tą torbę, jakieś ubrania, w kurtce telefon.
-Dawaj go.
-W kontaktach ma tą sławną piątkę, to napewno ona.
-Jak myślisz, ile jest warta? I nagle rozległ się śmiech... Bardzo się bałam, nie wiedziałam czy ujdę z życiem.
Kiedy usłyszałam kroki udawałam że nadal śpię.
-Ślicznotko, no dalej wstawaj. Powiedział jakiś facet, gładząc mnie po policzku.Natychmiast podniosłam głowę.
-To jak dzwonimy do kogoś? Czy chwilę z nami tutaj posiedzisz? Tylko hymmm...
-Harry? Pokręciłam przecząco głową.
-A może Niall?
-No dobra, Louis?
-Aaa chodzi o Zayna? Nie wiedziałam co zrobić, wiedziałam że zaraz dotrą do Liama, a ja będę sobie zadawać pytanie, którego z nich wybrać... Nie zdążyłam nic zrobić, a on wybrał już numer Liama.
-Hope, nareszcie, kamień z serca, gdzie jesteś? I nagle ból spowodowany odklejeniem taśmy.
-Liam ja...
-No cześć kochany, powiedział do słuchawki ten okrutny człowiek.
-Hope! Co się dzieje! Halo!
-Posłuchaj uważnie złotko. Masz 24 godziny. Żeby dowieść nam pieniądze. Masz nikogo nie informować.
-Ile.
-A ile warta jest ta śliczna brunetka? Taka ładna buźka, szkoda by było.
-Nie dotykaj jej gnoju!
-Pół miliona i jest cała twoja.
-Gdzie ma odbyć się wymiana?
-Na starym moście, o równej 20. Jeden parszywy gest, i twoja lalunia ląduje w rzece.
-Nie, nie będzie policji. Ja sam. Pożegnaj się mała.
-Liam. Kocham Cię.


Z perspektywy Liama:

-Liam. Kocham Cię. W tym momencie połączenie urwało się.
Zacząłem płakać. Tak cholernie głośno. Nie wiedziałem kiedy to wszystko się stało. Jeszcze rano smakowałem jej delikatnych ust, a teraz jest tak daleko... Nie mogę jej dotknąć, nie mogę spojrzeć w oczy.
-To nie miłość sprawia ból, tylko my. Walcz do końca Liam
-Czy ty zawsze zjawiasz się w takich momentach? Stary, kiedyś przypłacę to zawałem.
-Widocznie muszę, powiedział Lou i odszedł.
Ja nadal siedziałem nad jeziorem i plułem sobie w twarz...















**********************************************************

Przepraszam...



Next po 4-5 komentarzach.