wtorek, 15 października 2013

Rozdział 9♥

 Kiedy myślisz że wszystko jest na najlepszej drodze, jedno potknięcie i znów wracasz do punktu wyjścia, znów jesteś sama...



Z perspektywy Hope:

Nie miałam pojęcia, co znów zrobiłam źle. Nie wiedziałam czy w ogóle coś zrobiłam, bo niby skąd? Straciłam nadzieję na to, że kiedykolwiek znów będzie jak dawniej. Chciało mi się płakać. Byłam tak bardzo bezradna.. 
Zasiedliśmy do ogniska. Nie wiem kto wpadł na idiotyczny pomysł gry w butelkę. Kręcił Niall. Wypadło na Harrego. 
-Pytanie czy zadanie?
-Pytanie.
-Kiedy tak na prawdę po raz pierwszy się zakochałeś?
-Wiesz, to było pewnej jesieni. Kiedy liście opadały już z drzew, a ręce marzły, od zimnego wiatru. Na ulicach było szaro, a ludzie wzbraniali się przed zimnem zakładając puchate rękawiczki i długie wełniane szale. Na początku też do nich należałem, ale wtedy zobaczyłem ją. Taką bezbronną, małą istiotkę która trzęsie się z zimna. Siedziała na ławce, w parku. Podszedłem do niej.
-Czy Tobie nie jest zimno? Nie odpowiedziała, siedziała w ciszy i obserwowała ganiające po drzewie wiewiórki. Mnie zrobiło się głupio. Nie chciałem o nic więcej pytać. Zdjąłem szalik i rękawiczki i zostawiłem je na ławce. Kiedy odszedłem trochę dalej, szepnęła "Dziękuje" a jej brązowe tęczówki mnie przeszyły. 
"Pamiętam te oczy, błyszczały jak gwiazdy, poczułem w sercu że nie chciałbym jej stracić."Ale było za późno, zanim się zorientowałem zniknęła za rogiem i kiedy próbowałem ją dogonić, zapodziała się w tłumie ludzi, a ja stałem nieruchomo.
Drgnęłam. To było takie prawdziwe, takie romantyczne. Przyszła mi wtedy na myśl podobna sytuacja, która miała miejsce może z 4 lata temu, tylko że ja wcale nie dawałam rękawiczek. Ja je otrzymałam.
-Łał... Kiedy to było? Spytała zaciekawiona Sophie.
-Wydaje mi się że może 3, 4 lata temu. Oniemiałam. Ten sam chłopak. Ta sama ja. Jeden park. Byłam w szoku. Chciałam tego nie słyszeć, czy to możliwe że mam z nimi wszystkimi tak wiele wspólnego?
-No dobra, gramy dalej. Harry kręć. Zakręcił, a butelka wypadła na Zayna.
-Pytanie czy zadanie?
 -Niech będzie zadanie.
-Hymm... Pocałuj najładniejszą dziewczynę z wszystkich obecnych. Po słowach Harrego, zdążyłam zauważyć tylko odwracającą się głowę Zayna, a zaraz potem poczułam jego usta na moich. Atmosfera zawrzała, wszyscy pogwizdywali, a Liam zniknął. Jakby go w ogóle nie było. Z chwilowego zawieszenia wyciągnął mnie Zayn.
-Ja.. ja przepraszam.. ale..
-Nie masz za co przepraszać, powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Hallooo, panie odważny, kręci  pan. Rzekł zniecierpliwiony Louis, gra toczyła się dalej, tyle że bez Liama.


Z perspektywy Liama:

Czy ja jestem inny? Czy tylko mnie tak rani to całe pieprzone uczucie? Czemu nigdy nie miałem odwagi, czemu ja ją tak bardzo kocham? Pytałem siebie w głębi duszy. Niestety nie znałem odpowiedzi, tutaj nie ma odpowiedzi. To się po prostu czuje, czujesz to cholernie fajne uczucie w brzuchu, ten przyspieszony rytm serca, kochasz. Czy tego chcesz czy nie. Zrobiłem potem coś czego nie mam w zwyczaju robić.. 1 kieliszek, drugi, trzeci, aż w końcu byłem w stanie upojenia alkoholowego. Czułem się źle. Nie panowałem nad sobą, wyszedłem z namiotu i plotłem to co mi ślina na język przyniosła.
-Soo, soo, Sophie słońce, jak się masz? Ale ty masz śliczne oczy, no jaka głębia. Słuchaj umówimy się? Powiedziałem obejmując ją ramieniem.Zobaczyłem że Hope nie najlepiej to znosi.
-Śliczna, odpowiesz? Cisza. Głucha cisza. Zayn wylał piwo, Eleanor z Louisem poszli do namiotu. Hope stała nieruchomo.
-A ty? Co tak stoisz? Nie idziesz jeszcze z Malikiem do namiotu, dziwko? Na te słowa wszyscy wstali z miejsc, Hope zaniosła się płaczem, a ja już żałowałem tego co zrobiłem..






Z perspektywy Hope:


Dziwka? Czy ja na prawdę usłyszałam to z jego ust? Dlaczego?! Biłam się z myślami, a potok łez wypływał z mych oczu. Kiedy odwiedził mnie w szpitalu, myślałam że będzie dobrze, a teraz znów wracam do stanu po jego odejściu. Zraniona miłość, zniszczona przyjaźń i chęć skończenia ze sobą to jedyne o czym myślałam. Wyjęłam portfel i wyciągnęłam dobrze schowaną na takie okazje żyletkę. Usiadłam pod drzewem i obserwowałam jak łzy moczą mi spodnie. Potem odsłoniłam rękaw bluzy i przyłożyłam żyletkę do nadgarstka. Nagle po drugiej stronie jeziorka dostrzegłam machającą osobę.
-Nie rób, tego! Nie rób.. Słyszałam coraz ciszej, a postać znikała, znów te pieprzone halucynacje.. pomyślałam i jeszcze raz spojrzałam na żyletkę.
-Czy warto? przestraszyłam się i wypuściłam ją z rąk.
-Chyba tak.
-Hope, proszę Cię. Nikt nie jest warty twoich łez, ani niewinnej krwi. Jesteś najwspanialszą dziewczyną na ziemi, twój uśmiech nie raz zarażał innych, swoją obecnością wprowadzasz ciepło, jeszcze nikogo takiego nie spotkałem.. Powiedział Mulat i zbliżył swoje usta do moich, szybko się oderwałam.
-Nie! Nie słyszałeś? Już otrzymałam miano dziwki!
-Ja..
-Nie to ja przepraszam. Weź żyletkę i zostaw mnie samą, muszę to przemyśleć..


Z perspektywy Harrego:

Kiedy Liam wyszedł chwiejącym krokiem z namiotu, wiedziałem że będzie nie miło. On nigdy nie pił, ale gdy to robił, tracił nas sobą panowanie, nad swoimi słowami..
Kiedy wyskoczył na Hope coś we mnie uderzyło. Miałem chęć zmiażdżenia mu twarzy.
-Liam, debilu! Co ty mówisz?!
-Zamknij się! krzyknął i odepchnął mnie
-To ty się zamknij i posłuchaj! Nie waż się tak do niej mówić! Nie waż się tak nazywać nikogo! Co ona Ci zrobiła?! Czym ona sobie na to zasłużyła? Podobno taki z Ciebie przyjaciel, a wyzywasz ją od dziwek? Jesteś zwykłym palantem! Wykrzyczałem głośno, czym postawiłem na nogi El  i Lou.
-Co się stało?
-Harry,  wszystko dobrze, spytał Lou głaszcząc mnie po ramieniu.
-Zostaw. Powiedziałem odsuwając się.
-Harry. Mów. Co się stało?
-Louis zostaw! I spytaj pana "odpowiedzialnego"! rzekłem i poszedłem nad staw, pomyśleć nad tym co się zdarzyło...




********************************************
Hej! Przepraszam że tak późno, ale nie miałam weny!

Dziękuje za komentarze, jesteście wspaniali! ♥
Następny po kolejnych 8 :))
Pozdrawiam ;d

Jeśli macie pytania do bohaterów, walcie śmiało w komentarzach.



















wtorek, 1 października 2013

Rozdział 8 ♥

Potknięcie wroga dla nas jak trucizna. Myślimy że uśmierzy ból, a od środka zabija...



Z perspektywy Hope:

Dzisiejszego wieczoru Sophie wydawała się być dla mnie stanowczo za miła. Swoją słodkością płoszyła nawet ćwierkające ptaki. Zastanawiałam się skąd u niej ta przemiana, ta chęć przełamania lodów, myślałam nawet przez chwilę że rzeczywiście, chce zdobyć moją sympatię, ale było chyba za wcześnie na takie wnioski. Kiedy wyrwała się z chęcią zrobienia ciepłej herbaty, byłam w lekkim szoku. Ona i jej tipsy chyba nie były przygotowane do tego rodzaju zadań, no ale niech będzie. Kiedy ona poszła robić napój, my nadal siedzieliśmy przy ciepłym ognisku. Mimowolnie spojrzałam na Liama.
Nasze oczy spotkały się i przez kilka chwil byliśmy w siebie wpatrzeni. Z jego oczu można było wyczytać smutek i przygnębienie, a najgorsze było to że to wszystko była moja wina. W tych paru sekundach nie słyszałam śmiechów wokół, żadnych rozmów. Panowała tylko ta cisza między mną a nim. Cisza która powoli mnie zabijała. Niedługo potem na horyzoncie znów pojawiła się istota, która zakłócała nasze relacje- Sophie. Kiedy podała mi filiżankę, wahałam się nad wypiciem, jednak gdy wszyscy spojrzeli na mnie, wzięłam łyk, który okazał się być wydzieliną z jej jadem.
Kiedy poczułam jak znienawidzony przez alergię smak orzechów, chciałam wypluć herbatę, ale było za późno. Drobinki skrzętnie dostały się do przełyku, a ja wpadłam w stan nieświadomości. Po krótkim zakręceniu w głowie, nastąpiło omdlenie, a moja twarz zaczęła zamieniać się w balon, że już nie wspomnę o tchawicy, która obierała mi powoli dopływ powietrza.


Z perspektywy Liama:

Kiedy Hope upadła z belki, a jej twarz zaczęła puchnąć, wiedziałem. Wiedziałem że tylko orzechy mogły to spowodować. Byłem przerażony. Nie miałem pojęcia jak jej pomóc.
-Sophie! Ty idiotko! Jak mogłaś jej podać orzechy!
-Ale ja...
-Co ty?! Dobrze wiedziałaś że jest uczulona! Nawet dziś o tym mówiła! Zrobiłaś to specjalnie!
-Liam...
-Zejdź mi z oczu!A ty Zayn zadzwoń na pogotowie! Szybko! Po tym jak oczerniłem Sophie, zabrałem się za reanimację Hope, bałem się że ją stracę. Nadszedł ten moment, kiedy nasze usta miały się zetknąć i wtedy otworzyła oczy. Moje serce podzieliło się. Bo z jednej strony cholernie się cieszyłem że znów jest wśród żywych, a z drugiej żałowałem że nie dane było nam zaznać smaku swoich ust.
-Co.. co...
-Spokojnie, jestem przy Tobie. Wytrzymaj zaraz przyjedzie karetka. Powiedziałem i mocno ją przytuliłem. Brakowało mi jej bliskości. Jej zapachu.  Nie chciałem już nigdy jej puszczać...
Po 10 minutach przyjechało pogotowie.
-Przykro mi, ale w karetce jest tylko jedno miejsce, kto z państwa pojedzie? Spytała pielęgniarka.
-Ja, odezwał się jako pierwszy Zayn, którego miałem ochotę unicestwić. Szybko pobiegłem więc do auta  i pojechałem zaraz za karetką. Zauważyłem że Hope znów straciła przytomność. Wiedziałem że sytuacja była kiepska. Siedzieliśmy z Zaynem na korytarzu. W ciszy, ale po pewnym czasie on postanowił się odezwać:
-Zależy Ci na niej prawda? Spytał, a ja zamarłem.
-O czym ty mówisz?
-Liam nie wpajaj mi żadnych wymówek, widzę że cholernie chciałbyś znów być jej przyjacielem.
-Przyjacielem.. powiedziałem z "rozmyciem" w głosie. Tak, tak. Dokładnie. Dodałem, zaraz po tym.
-Mam nadzieje że Ci się uda, rzekł i w tym samym momencie z pokoju, w którym przebywała Hope wyszedł lekarz.
-Co z nią?
-Jak ona się czuje?
-Czy możemy do niej wejść? Pytaliśmy na zmianę z Zaynem.
-Doszło do niegroźnego skażenia. Wiadomo że pacjentka, jest uczulona na orzechy. Na szczęście były to tylko śladowe ilości. Pani Jones czuje się dobrze, wybudziła się, a panowie mogą oczywiście wejść.Otworzyłem powoli drzwi, kamień spadł mi z serca. Znów widziałem jej roześmianą twarzyczkę.
-Wiesz jak nas nastraszyłaś? zaczął Zayn, który podszedł do niej i mocno ścisnął. Ona tylko się uśmiechnęła i spojrzała w moją stronę.
-Witamy znów wśród żywych, rzekłem i przytuliłem ją. Tym razem nie odepchnęła mnie.
-Dziękuje... rzekła szepcząc mi do ucha. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Znów byłem spokojny, jednak nie wiedziałem jak długo będzie to trwało.
-Kiedy wychodzisz? Spytał Mulat.
-Chyba jutro rano, mogę wrócić na biwak, tylko tym razem bez orzechowych niespodzianek, powiedziała przez śmiech. 
-W takim razie, wszyscy stawiamy się jutro o 7, powiedziała Eleanor, która wyszła zza murka, razem z resztą. Widać było szczęście w oczach Hope. 


Z perspektywy Hope: 

Sytuacja była krytyczna, nie widziałam że można kogoś w ten sposób można chcieć wyeliminować. Ten poziom jednak można było reprezentować, wiedziałam jednak że jestem coś warta, jeśli mogę stanowić dla kogoś zagrożenie. Kiedy wszyscy mnie odwiedzili, zrobiło mi się ciepło na sercu, ale najbardziej cieszyłam się z tego że Liam tak bardzo się przejął. Nie umiałam w tym momencie go nie przytulić. Nie umiałam go odepchnąć. Po prostu chciałam być blisko niego.
Nazajutrz:

Punktualnie o 7 wszyscy stawili się w szpitalu. Najbardziej zdziwiła mnie obecność Sophie:
-Ja.. Chciałam Cię przeprosić, powiedziała z udawanym smutkiem.
-Tutaj nie ma raczej za co przepraszać. Chciałaś mnie wyeliminować, nie mam pojęcia dlaczego. Czy takie wielkie zagrożenie dla Ciebie stanowię? Spytałam
-Ja... Hope nie wiem dlaczego to zrobiłam.
-Słuchaj. Nie będziemy wielkimi przyjaciółkami nigdy. Jesteśmy zupełnie inne. Przeprosiny, powiedźmy że przyjmuję ale nie licz na szczęśliwy finał tej znajomości. Powiedziałam i zaczęłam się witać z dość zdziwioną "publicznością".Jak zwykle na końcu stał Liam. Wahałam się, ale przytuliłam go. Uśmiechnął się do mnie i pstryknął w nos. Droga była mi nieznana, swoją drogą szpital również. Wróciliśmy na nasz obiecujący biwak.
-No to jak bawimy się w chowanego? Wypalił Niall gdy zapadał zmrok.
-W sumie, czemu by nie wrócić do czasów dzieciństwa, wszyscy mnie poparli i już po chwili mieliśmy zacząć zabawę.
-A kto będzie liczył? Spytał blondyn.
-No chyba ten kto wymyślił. Zniesmaczony chłopak podszedł do jednego z drzew aby móc zacząć liczyć.
-Zakład że schowam się najlepiej? - Wystąpiłam przed szereg
-Zakład, wyciągnął w moją stronę rękę Liam.
-Raz, dwa, trzy.. Liczył kolejno blondas, a ja pobiegłam przed siebie. Schowałam się ze jakimś wałem, nawet nie wiem kiedy znużył mnie sen.

Z perspektywy Zayna:

Po 20 minutach wszyscy już byli w obozowisku, z wyjątkiem Hope. Zaczęliśmy się martwić.
-Hope już dobrze, wygrałaś
-Wychodź już!
-Niech będzie, jesteś najlepsza w tej grze!
-Hoooppeeeee! Odpowiadała nam tylko głucha cisza, byliśmy coraz bardziej przerażeni.
-Rozdzielmy się i zacznijmy jej szukać. Ja pójdę z Louisem, powiedziała El.
-Ja z Liamem, rzekła Sophie, a ja zauważyłem niesmak i grymas na twarzy przyjaciela, zaśmiałem się.
-Ja pójdę z Harrym, powiedział Niall i po chwili poczuł na swoich plecach cały ciężar ciała lookersa.
-No to ja zdaję się na siebie, powiedziałem z lekkim strachem. Ruszyłem na północną część lasu. Było jednak ciemno. Wyjąłem telefon i włączyłem latarkę. Zauważyłem wreszcie jakiś wał. Był obrośnięty jakimiś roślinami. Wdrapałem się na niego i zauważyłem skuloną pod krzakiem postać.
-Dzięki Bogu... szepnąłem i powoli do niej podeszłem. Wziąłem ją na ręce i powoli wracałem do reszty.
-No nareszcie!
-Gdzie ona była! Wołali wszyscy z wyjątkiem Liama, który po naszym powrocie zniknął z horyzontu.W tym momencie obudziła się Hope
-Co co co jest ? Zi.. zii.. zimnoo..
-Pójdę po koc, wyrwał się Hazza.
-Ja zrobię herbatę, tym razem bez dodatków, powiedział Louis patrząc na zawstydzoną Sophie.
-Dzięki, a tak właściwie czemu znów spałam na Tobie? Spytała dziewczyna, a wszyscy inni wybuchnęli śmiechem.
-Nie pytaj, tylko przyznaj, że jestem wygody, rzekłem na odczepkę, za co dostałem kopa. Znów pech, albo przeznaczenia chciało, aby widział to Liam. Znów widziałem jego przeraźliwy wzrok.
-Liam! zawołała Hope, a on ją zignorował.











***************************************************8
Witam witam witam :D
Dzięki za głosy w ankiecie, przepraszam że dopiero teraz pojawił się
rozdział, ale to wszystko brak czasu. Jutro urodzinyyy iijeea xD

Następny po 8 komentach :D
Dzięki za waszą obecność tutaj, na youtube, na asku
JESTEŚCIE NIESAMOWICI ♥