Teraz chyba wiem jak to jest zostać samym na tym smutnym, szarym świecie. Bez rodziny, bez przyjaciół bez powodów do uśmiechu. Czy takie życie ma w ogóle sens? Czy warto żyć, jeśli nie ma się dla kogo budzić? Czy warto nadal się oszukiwać i robić nadzieję cholernym mottem "Kiedyś będzie lepiej" ? Czy warto pytam? ...
Kolejny dzień:
Po tym co zrobił mi Liam ciężko było mi oderwać żyletkę od ręki. Jednak po pewnym czasie splamiłam spodnie i zaczęło do mnie dochodzić co właśnie zrobiłam. Szybko pobiegłam do domu, na szczęście dziadków nie było i mogłam spokojnie zabandażować moją rękę . Potem usiadłam na łóżku i postanowiłam włączyć laptopa. Na wszystkich portalach pisało o nowym boysbandzie, byłam w szoku, kiedy dotarło do mnie, że wszystkie informacje dotyczą również mojego przyjaciela. Szybko więc odłożyłam komputer i postanowiłam udać się do krainy morfeusza.
Jednak po godzinie obudził mnie telefon, z informacją która po raz kolejny dzisiejszego dnia przyprawiła mnie o łzy.
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Hope Jones? spytał poważny głos w słuchawce.
-Tak, coś się stało? Spytałam z nadzieją, że to jakiś konkurs czy wygłup.
-Niestety tak. Pani dziadkowie... Oni, w ich samochód z dużą prędkością uderzył tir, niestety zginęli na miejscu.Kiedy usłyszałam tą informację miałam nadzieję, że nadal śpię, a oni żyją, że to tylko zły sen, że zaraz przyjdzie babcia i mocno mnie przytuli. Jednak tak się nie stało. Zapłakana nadal trzymałam telefon w dłoni. Znów zadawałam sobie pytania na które nigdy nie miałam odpowiedzi. Dlaczego znów to ja muszę cierpieć? Dlaczego wszyscy których kochałam mnie zostawili?
-Pani Jones! usłyszałam po chwili głos w słuchawce, kompletnie zapomniałam że nadal trwa połączenie.
-Proszę przyjechać do szpitala i zacząć organizować czynności pogrzebowe. Ach ta delikatność wszystkcich pielęgniarek...
-Dobrze powiedziałam i ocierając łzy zabrałam kluczyki do samochodu.
Dwa dni później...
Kiedy rano wstałam ciężko było mi się zebrać. Wiedziałam że dziś pożegnam dwie bardzo ważne osoby w moim życiu. Postanowiłam założyć to. Później spięłam lekko włosy i byłam już gotowa. Jednak kiedy zorientowałam się że pozostało mi jeszcze dużo czasu, stwierdziłam że powinnam napisać coś w stylu przemowy, jedyne co udało mi się stworzyć to stos pogiętych kartek papieru, postanowiłam że wszystko co będę chciała powiedzieć nasunie mi się w kościele i tak było, przemowa może nie była idealna, ale brzmiała tak:
Nie wiem od czego mam zacząć, bo moi dziadkowie byli mi
*********************************************
Siemka:D
Jak obiecałam po 3 komentach pojawił się drugi rozdział, więc
liczę na to że ten też będziecie komentować bo rozdział 3
pojawi się po 4-5 komentarzach :)
Wiem że może nie jest za dobry no ale starałam się ;/
Jednak po godzinie obudził mnie telefon, z informacją która po raz kolejny dzisiejszego dnia przyprawiła mnie o łzy.
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Hope Jones? spytał poważny głos w słuchawce.
-Tak, coś się stało? Spytałam z nadzieją, że to jakiś konkurs czy wygłup.
-Niestety tak. Pani dziadkowie... Oni, w ich samochód z dużą prędkością uderzył tir, niestety zginęli na miejscu.Kiedy usłyszałam tą informację miałam nadzieję, że nadal śpię, a oni żyją, że to tylko zły sen, że zaraz przyjdzie babcia i mocno mnie przytuli. Jednak tak się nie stało. Zapłakana nadal trzymałam telefon w dłoni. Znów zadawałam sobie pytania na które nigdy nie miałam odpowiedzi. Dlaczego znów to ja muszę cierpieć? Dlaczego wszyscy których kochałam mnie zostawili?
-Pani Jones! usłyszałam po chwili głos w słuchawce, kompletnie zapomniałam że nadal trwa połączenie.
-Proszę przyjechać do szpitala i zacząć organizować czynności pogrzebowe. Ach ta delikatność wszystkcich pielęgniarek...
-Dobrze powiedziałam i ocierając łzy zabrałam kluczyki do samochodu.
Dwa dni później...
Kiedy rano wstałam ciężko było mi się zebrać. Wiedziałam że dziś pożegnam dwie bardzo ważne osoby w moim życiu. Postanowiłam założyć to. Później spięłam lekko włosy i byłam już gotowa. Jednak kiedy zorientowałam się że pozostało mi jeszcze dużo czasu, stwierdziłam że powinnam napisać coś w stylu przemowy, jedyne co udało mi się stworzyć to stos pogiętych kartek papieru, postanowiłam że wszystko co będę chciała powiedzieć nasunie mi się w kościele i tak było, przemowa może nie była idealna, ale brzmiała tak:
Nie wiem od czego mam zacząć, bo moi dziadkowie byli mi
bardzo bliscy i zawdzięczam im więcej niż komukolwiek.
To dzięki nim miałam "normalne" dzieciństwo,
to oni mnie pocieszali gdy miałam zły dzień,
to oni pokazali mi różnicę między dobrem, a złem.
To oni nauczyli mnie wszystkiego. Jazdy na rowerze, gry na gitarze...
Pokazali mi że warto żyć, bo zawsze jest cień szansy na to,
że nowy dzień będzie lepszy.
Babcia kiedyś poprosiła mnie żebym nigdy nie płakała,
ale chyba nie przewidziała wielu rzeczy.
Może trochę nagnę jej prośbę i zapłaczę,
ale zrewanżuję się bo pragnę im obojgu podziękować.
Za troskę, za uśmiech, za serce...
Potem podeszłam do trumien i na obu położyłam po jednej białej chryzantemie. Po ceremonii przyjęłam od wszystkich kondolencje i pojechałam do domu, gdy zamknęłam za sobą drzwi dałam upust emocją. Przez następne 3 dni nie wychodziłam z domu. Nie odbierałam telefonu, nie jadłam, nawet nie otwierałam drzwi, potrafiłam tylko leżeć w łóżku i użalać się nad sobą. Przełom nastąpił dopiero gdy włączyłam laptopa.
*********************************************
Siemka:D
Jak obiecałam po 3 komentach pojawił się drugi rozdział, więc
liczę na to że ten też będziecie komentować bo rozdział 3
pojawi się po 4-5 komentarzach :)
Wiem że może nie jest za dobry no ale starałam się ;/




pikna nota
OdpowiedzUsuńDziewczyno zaje*isty rozdział i sama dodam 4-5 komentarzy bo nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału :)
OdpowiedzUsuń