Jeden moment. Jedna godzina. Jedna minuta. Jedna sekunda.
Wszystko ma znaczenie. Każda głupia rzecz którą robimy.
Jednym dajemy szczęście, drugim cierpienie.
Bo przecież życie to gra, w której nie ma dodatkowych szans i replay'ów.
Z perspektywy Nialla:
Nie byłem pewny czy to tylko sen, czy najprawdziwsza prawda. Po raz pierwszy poczułem się tak wspaniale. Uwolniony od problemów, złych myśli i smutku. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, nie chciałem wypuszczać tego blond szczęścia z mych dłoni... Jeszcze raz spojrzałem w jej oczy. Odbijały się w świetle księżyca, były jeszcze bardziej niebieskie...
Nazajutrz, z perspektywy Hope:
Kiedy rano wstałam, zaczęłam się pakować. Był wczesny świt, wszyscy jeszcze spali, a przynajmniej tak mi się wydawało. Jeszcze tylko ulubiona, niebieska bluzka i byłam spakowana. Wybiegłam z namiotu, zostawiając w nim kartkę.
"Po prostu przepraszam... Hope"
Otarłam łzy które spływały mi po policzku, kiedy zaczęłam iść, ktoś chwycił mnie za rękę.
-Hope...Odwróciłam się i znów stanęłam twarzą w twarz z Paynem.
-Liam.
-Dokąd idziesz?
-Och. Nagle Cię obchodzę? Naprawdę, słodkie, ale wybacz spieszę się. Wyrwałam się z uścisku i zaczęłam szybciej iść.
-Jones do cholery! Stój! Słyszysz?!Odwróciłam głowę i spojrzałam na niego z wrogością.
-Po pierwsze przestań się wydzierać. Po drugie. Czego chcesz?! Powiedź! Czy nie dość się poraniliśmy wciągu tych kilku dni? Czy nie dość łez wylaliśmy? Czy nie dość...
-Zamknij się wreszcie i posłuchaj. Nie potrafiłem. Nigdy. Ale teraz...
-Spieszę się.
-Kocham Cię do cholery! Rozumiesz? Nie mogę bez Ciebie żyć, kocham. Najmocniej na świecie...
-Liam ja...
-Nic nie mów.
Nagle nasze usta złączyły się. Milion razy wyobrażałam sobie ten moment w głowie, a teraz gdy dzieje się to naprawdę, odrywam się i biegnę? Uciekam? Przed czym?! Przed miłością, przed uczuciem...
Pobiegłam głęboko w las, nikt nie mógł mnie znaleźć choć słyszałam jeszcze za sobą wołanie Liama. Usiadłam przy drzewie, i zaczęłam płakać. Palcami lekko dotykałam ust, tak bardzo chciałam żeby znów tu był...
Po kilku minutach otrząsnęłam się i zaczęłam iść z w stronę autostrady, poczułam nagle uderzenie w głowę...
Obudziłam się w jakimś starym budynku, miałam związane ręce i nogi, na ustach miałam taśmę, nie mogłam się poruszyć. Nagle usłyszałam jakąś rozmowę.
-Miała coś przy sobie?
-Tylko tą torbę, jakieś ubrania, w kurtce telefon.
-Dawaj go.
-W kontaktach ma tą sławną piątkę, to napewno ona.
-Jak myślisz, ile jest warta? I nagle rozległ się śmiech... Bardzo się bałam, nie wiedziałam czy ujdę z życiem.
Kiedy usłyszałam kroki udawałam że nadal śpię.
-Ślicznotko, no dalej wstawaj. Powiedział jakiś facet, gładząc mnie po policzku.Natychmiast podniosłam głowę.
-To jak dzwonimy do kogoś? Czy chwilę z nami tutaj posiedzisz? Tylko hymmm...
-Harry? Pokręciłam przecząco głową.
-A może Niall?
-No dobra, Louis?
-Aaa chodzi o Zayna? Nie wiedziałam co zrobić, wiedziałam że zaraz dotrą do Liama, a ja będę sobie zadawać pytanie, którego z nich wybrać... Nie zdążyłam nic zrobić, a on wybrał już numer Liama.
-Hope, nareszcie, kamień z serca, gdzie jesteś? I nagle ból spowodowany odklejeniem taśmy.
-Liam ja...
-No cześć kochany, powiedział do słuchawki ten okrutny człowiek.
-Hope! Co się dzieje! Halo!
-Posłuchaj uważnie złotko. Masz 24 godziny. Żeby dowieść nam pieniądze. Masz nikogo nie informować.
-Ile.
-A ile warta jest ta śliczna brunetka? Taka ładna buźka, szkoda by było.
-Nie dotykaj jej gnoju!
-Pół miliona i jest cała twoja.
-Gdzie ma odbyć się wymiana?
-Na starym moście, o równej 20. Jeden parszywy gest, i twoja lalunia ląduje w rzece.
-Nie, nie będzie policji. Ja sam. Pożegnaj się mała.
-Liam. Kocham Cię.
Z perspektywy Liama:
-Liam. Kocham Cię. W tym momencie połączenie urwało się.
Zacząłem płakać. Tak cholernie głośno. Nie wiedziałem kiedy to wszystko się stało. Jeszcze rano smakowałem jej delikatnych ust, a teraz jest tak daleko... Nie mogę jej dotknąć, nie mogę spojrzeć w oczy.
-To nie miłość sprawia ból, tylko my. Walcz do końca Liam
-Czy ty zawsze zjawiasz się w takich momentach? Stary, kiedyś przypłacę to zawałem.
-Widocznie muszę, powiedział Lou i odszedł.
Ja nadal siedziałem nad jeziorem i plułem sobie w twarz...
**********************************************************
Przepraszam...
Next po 4-5 komentarzach.
Nie byłem pewny czy to tylko sen, czy najprawdziwsza prawda. Po raz pierwszy poczułem się tak wspaniale. Uwolniony od problemów, złych myśli i smutku. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, nie chciałem wypuszczać tego blond szczęścia z mych dłoni... Jeszcze raz spojrzałem w jej oczy. Odbijały się w świetle księżyca, były jeszcze bardziej niebieskie...
Nazajutrz, z perspektywy Hope:
Kiedy rano wstałam, zaczęłam się pakować. Był wczesny świt, wszyscy jeszcze spali, a przynajmniej tak mi się wydawało. Jeszcze tylko ulubiona, niebieska bluzka i byłam spakowana. Wybiegłam z namiotu, zostawiając w nim kartkę.
"Po prostu przepraszam... Hope"
Otarłam łzy które spływały mi po policzku, kiedy zaczęłam iść, ktoś chwycił mnie za rękę.-Hope...Odwróciłam się i znów stanęłam twarzą w twarz z Paynem.
-Liam.
-Dokąd idziesz?
-Och. Nagle Cię obchodzę? Naprawdę, słodkie, ale wybacz spieszę się. Wyrwałam się z uścisku i zaczęłam szybciej iść.
-Jones do cholery! Stój! Słyszysz?!Odwróciłam głowę i spojrzałam na niego z wrogością.
-Po pierwsze przestań się wydzierać. Po drugie. Czego chcesz?! Powiedź! Czy nie dość się poraniliśmy wciągu tych kilku dni? Czy nie dość łez wylaliśmy? Czy nie dość...
-Zamknij się wreszcie i posłuchaj. Nie potrafiłem. Nigdy. Ale teraz...
-Spieszę się.
-Kocham Cię do cholery! Rozumiesz? Nie mogę bez Ciebie żyć, kocham. Najmocniej na świecie...
-Liam ja...
-Nic nie mów.
Pobiegłam głęboko w las, nikt nie mógł mnie znaleźć choć słyszałam jeszcze za sobą wołanie Liama. Usiadłam przy drzewie, i zaczęłam płakać. Palcami lekko dotykałam ust, tak bardzo chciałam żeby znów tu był...
Po kilku minutach otrząsnęłam się i zaczęłam iść z w stronę autostrady, poczułam nagle uderzenie w głowę...
Obudziłam się w jakimś starym budynku, miałam związane ręce i nogi, na ustach miałam taśmę, nie mogłam się poruszyć. Nagle usłyszałam jakąś rozmowę.
-Miała coś przy sobie?
-Tylko tą torbę, jakieś ubrania, w kurtce telefon.
-Dawaj go.
-W kontaktach ma tą sławną piątkę, to napewno ona.
-Jak myślisz, ile jest warta? I nagle rozległ się śmiech... Bardzo się bałam, nie wiedziałam czy ujdę z życiem.
Kiedy usłyszałam kroki udawałam że nadal śpię.
-Ślicznotko, no dalej wstawaj. Powiedział jakiś facet, gładząc mnie po policzku.Natychmiast podniosłam głowę.
-To jak dzwonimy do kogoś? Czy chwilę z nami tutaj posiedzisz? Tylko hymmm...
-Harry? Pokręciłam przecząco głową.
-A może Niall?
-No dobra, Louis?
-Aaa chodzi o Zayna? Nie wiedziałam co zrobić, wiedziałam że zaraz dotrą do Liama, a ja będę sobie zadawać pytanie, którego z nich wybrać... Nie zdążyłam nic zrobić, a on wybrał już numer Liama.
-Hope, nareszcie, kamień z serca, gdzie jesteś? I nagle ból spowodowany odklejeniem taśmy.
-Liam ja...
-No cześć kochany, powiedział do słuchawki ten okrutny człowiek.
-Hope! Co się dzieje! Halo!
-Posłuchaj uważnie złotko. Masz 24 godziny. Żeby dowieść nam pieniądze. Masz nikogo nie informować.
-Ile.
-A ile warta jest ta śliczna brunetka? Taka ładna buźka, szkoda by było.
-Nie dotykaj jej gnoju!
-Pół miliona i jest cała twoja.
-Gdzie ma odbyć się wymiana?
-Na starym moście, o równej 20. Jeden parszywy gest, i twoja lalunia ląduje w rzece.
-Nie, nie będzie policji. Ja sam. Pożegnaj się mała.
-Liam. Kocham Cię.
Z perspektywy Liama:
-Liam. Kocham Cię. W tym momencie połączenie urwało się.
Zacząłem płakać. Tak cholernie głośno. Nie wiedziałem kiedy to wszystko się stało. Jeszcze rano smakowałem jej delikatnych ust, a teraz jest tak daleko... Nie mogę jej dotknąć, nie mogę spojrzeć w oczy.
-To nie miłość sprawia ból, tylko my. Walcz do końca Liam
-Czy ty zawsze zjawiasz się w takich momentach? Stary, kiedyś przypłacę to zawałem.
-Widocznie muszę, powiedział Lou i odszedł.
Ja nadal siedziałem nad jeziorem i plułem sobie w twarz...
**********************************************************
Przepraszam...
Next po 4-5 komentarzach.
