niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 11♥

Impuls? Czy chwilowy brak opanowania emocji? Co sprawia że czujemy się dziwnie w swoim ciele? Że czujemy jakby to wcale nie było nasze przeznaczenie.. Że to nie tak miało być.. Że Bóg chciał inaczej..



Nagle poczułam usta Zayna na swoich. Przeszedł mnie dreszcz i nie miałam pojęcia czy to z powodu tego, że się cieszyłam, czy dlatego, że bałam się że właśnie straciłam Payna już na zawsze. Znów w mojej głowie rodziło się tysiąc myśli. Jedna przeczyła drugiej...
Nagle pisk i oklaski, i znów o jedną osobę mniej. Dręczące wyrzuty sumienia. 'Po co to powiedziałam.. Po co?!' 'To była dziecinna zagrywka' 'Dlaczego ja go tak krzywdzę?' 'Czy naprawdę jestem taką wredną suką?'.. Milion pytań i ani jednej odpowiedzi.
-Hope, kotku jesteś z nami? Spytał Zayn i wszyscy wokół zaśmiali się.
-Ah, tak już jestem, ale chyba pójdę już spać. Wybaczcie. W szybkim tempie poszłam w stronę Wana, aby się przebrać. Zza drzewa usłyszałam muzykę.



On łapie cię za rękę
Ja powoli umieram
Patrzę w twoje oczy
I zastanawiam się
Dlaczego nie możesz patrzeć na mnie w taki sposób?

Na na na na na


Gdy przechodzisz obok
Próbuję to powiedzieć
Ale potem zamarzam
I nigdy tego nie robię

Mój język staje się napięty
A słowa uwięzione. 


Słyszę,jak bicie mojego serca przybiera na sile
ilekroć jestem blisko ciebie.


Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się


Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.

Na na na na na
Na na na na na


On patrzy na ciebie
W sposób, w który ja mógłbym
Robi wszystkie te rzeczy, które wiem, że mógłbym ja
Jeśli tylko można by cofnąć czas


Bo mam trzy małe słowa
Które zawsze chciałem ci powiedzieć

Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja.


Poczuj moje ręce na twojej talii
Gdy tańczymy w świetle księżyca
Marzę, abym ja był
Tym, do którego dzwonisz późno w nocy
Bo chcesz powiedzieć dobranoc


Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty nie widzisz

Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli
Rozdziera mnie to
Bo ty tego nie zauważasz
Ilekroć go całujesz
Załamuję się


Oh, tak bardzo bym chciał, 
Oh, tak bardzo bym chciał
Oh, tak bardzo bym chciał, abym to był ja


Ścięło mnie. Bo zobaczyłam Liama z gitarą, wykonującego tą piosenkę. Nie wiem czy to było tylko przeczucie, czy na prawdę tak było.. ale.. miałam wrażenie że śpiewa to dla mnie. Nie umiałam się powstrzymać i pod nosem powiedziałam ciche:
-ŁaŁ.. Na moje nieszczęście, albo szczęście to usłyszał.
-Nie wiedziałem że tu jesteś.
-Przepraszam, że słuchałam.
-Może to i lepiej?
-Ale.. ale jak to?
-Widzisz, napisałem ją dla Ciebie. Z myślą o Tobie. O wszystkich dniach które spędziliśmy razem, wtedy w Londynie. Kiedy nie przejmowaliśmy się niczym, bo mieliśmy siebie. Wiem że większa wina leży po mojej stronie.. ale to nie ja zabawiam się z innym. To boli Hope. Boli.
Do oczu napłynęły mnie łzy. Nie mogłam zrobić kroku, nie mogłam za nim pobiec choć tak bardzo chciałam.
-Hopee! Kotku! Wszystko w porządku? Zawołał Zayn, który najwyraźniej z odległości widział tylko mnie.
-Tak, jasne. Zamyśliłam się, rzekłam i nie czekałam dłużej na wejście do namiotu. Przy ognisku zabawa toczyła się dalej, a ja znów płakałam w poduszkę. Nie miałam pojęcia, co robię ze swoim życiem..



Z perspektywy Liama:
Zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem. Czy dobrym pomysłem było mówienie jej że to piosenka dla niej, choć wiedziałem, że teoretycznie jest z Zaynem. Tak bardzo bolało gdy ich widziałem. On i ona, tak bardzo zakochani, tak bardzo zapatrzeni w siebie. Dręczyły mnie ciągłe pytania, czemu ja nie jestem na jego miejscu? Czemu to wszystko przepadło? Zacząłem szczerze żałować tej kariery. Gdyby nie to, nadal byłoby jak dawniej. Najlepsi przyjaciele, od zawsze- na zawsze, ale to przecież było niemożliwe. Dlaczego zawsze osoba którą kochamy, nie kocha nas? Czemu miłość zadaje tyle cierpienia..
-Abyś zobaczył, ile jest warta.   Podskoczyłem, bo nie wiedziałem że mówię na głos, a tym bardziej że ktoś tutaj ze mną jest.Odwróciłem się i zobaczyłem Louisa.
-Ah tak? Jak narazie nie widzę żadnej wartości, w tym cierpieniu.  W tej całej gonitwie, w której zwycięzca jest tylko jeden. Łatwo Ci mówić.. Ty masz Eleanor. Kochacie się.. Nie musisz już o nią walczyć.
-Nie wiesz chyba co mówisz. Walczyłem o nią, przed i walczę teraz, w trakcie trwania związku. Miłość trwa wieczność, ale tylko wtedy gdy ją pielęgnujemy.
-Warto?
-Warto Liam. Warto. Walcz jeśli naprawdę kochasz.. A jeśli i ona kocha..
-Tak, tak rozumiem. Dzięki stary.. powiedziałem i wróciłem do ogniska, przy którym siedziała już tylko trójka. Sophie, Stella i Niall.
-Co tam? Rzuciłem na odczepne, by nikt nie pytał gdzie byłem.
-Z nami okej, ale Hope wyraźnie coś dolega, szybko się zmyła. Może ty wiesz o co chodzi?
-Nie.. W tym wam nie pomogę, wybaczcie.
Usiadłem na jednej z belek, mogłem się spodziewać, że Sophie przysunie się naruszając moją przestrzeń, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Wciąż miałem przed oczyma zapłakaną twarz Hope. Znów powodem byłem.. ja? Bolało mnie że tak się ranimy.. że nie potrafimy dojść do porozumienia.




Z perspektywy Nialla:
Nie wiem czy sprawił to wypity alkohol, czy coś innego.. Ale, zacząłem inaczej patrzeć na Stellę, była naprawdę ładna i nie wiedzieć czemu, wcześniej tego nie zauważyłem.
-Stella? spytałem trochę nie śmiało.
-Tak?
-Przejdziemy się?
-Jasne, odpowiedziała wstając z belki. Szybko dorównałem jej krokowi i poszliśmy ścieżką w głąb lasu.Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Było tak idealnie. Dotarliśmy wreszcie do jeziora, usiedliśmy na mostku.Kiedy zatrzęsła się, przykryłem ją swoją bluzą. Chwilę milczeliśmy. Wtedy zobaczyliśmy spadającą gwiazdę, nie myślałem że moje życzenie tak szybko się spełni, bo już po chwili..






*******************************
Hej, hej :D
Rozdział jako tako jest
Czytajcie, komentujcie, oddawajcie głosy w ankiecie ;)

Następny po 3-4 komentarzach :)