środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 3 ♥

PRZECZYTAJCIE INFO POD ***************** !*!





A może ty znasz ten stan? Kiedy wszystko Ci się wali? Kiedy nie masz do kogo się odezwać, kiedy wszystko jakby stanęło w miejscu, ale nagle pojawia się ktoś, kto rozjaśnia ciemny tunel niepowodzeń, ktoś dzięki komu masz siłę i żyć, na widok kogoś nie potrafisz opanować uśmiechu...



Po tygodniu nieobecności postanowiłam odwiedzić portale społecznościowe. Na wszystkich roiło się od kondolencji, smutku i współczucia, przez to było mi jeszcze gorzej, ale wiedziałam że są ludzie, którzy pragną uśmierzyć mój ból. Potem odwiedziłam konto, na którym poznawało się ludzi anonimowo. Miałam pozostawionych wiele wiadomości, ale moją uwagę przykuł nick: "Mirrors"  nie wiem czy to z racji tego, że właśnie grana była premierowo piosenka Justina Timberlake, czy po prostu lustro tak mnie przykuło, ale postanowiłam odpisać. Może to też z racji tego, że wiadomość była inna niż wszystkie. Nie było napisane:
-"Hej mała", albo
-"Masz na coś ochotę?"     Tylko miły jak dla mnie tekst: 


-"Hej, masz ochotę pogadać albo się wyżalić?" Może to nic nadzwyczajnego, ale czułam że muszę 
odpowiedzieć"


-"Nawet nie wiesz jak bardzo...xx"


-"Mów śmiało, co się stało?xx" 


-"Nie wiem czy Cię nie zanudzę... Zdałam sobie po prostu sprawę, że jestem na tym świecie sama, że nie mam nikogo..xx."


-"Dlaczego tak mówisz? Nawet jeśli nie masz przyjaciela, lub przyjaciółki musisz mieć jakąś rodzinę xx"


-"Ach tak? Moi rodzice zginęli gdy miałam 6 lat. Przyjaciela straciłam niecały tydzień tamu, a dziadkowie którzy mnie wychowali dzień później zmarli. Na prawdę nie mam nikogo ;cc xx"


-"Ja..."


-"Wiem, ze nie wiedziałaś. Nie miałeś prawa wiedzieć... xx"


-"Przepraszam Cię xx"


-"Nic się nie stało, ale wiesz co jest najśmieszniejsze? xx"


-"Co takiego?" 


-"Moje imię to podobno "nadzieja" ale powiedź mi jak mam ją mieć, kiedy nie mam dla kogo żyć? xx"


-"Nie mów tak. Dzięki Tobie zrozumiałem, że nie mam najgorzej. Bo ja pomimo odległości mogę do rodziców zadzwonić, albo po prostu wsiąść w samolot i ich odwiedzić. Wcale nie jesteś sama, masz mnie ☺ xx"


-"Dziękuje ale.. wydaje mi się, że gdy się poznamy, nie będziesz miał ochoty się ze mną zadawać"
-"A co masz druty na zębach, zaczepione na około głowy, rude włosy i piegi? xx"


-"Haha, nie ale.."


-"Nie ma żadnego ale, gdybym był taki jak inni już bym z tobą nie rozmawiał☻ xx"


  -"Dziękuje Ci ;* " napisałam i z ulgą zamknęłam laptopa.  Później wzięłam się za robienie porządku z sobą i z domem. W łazience spędziłam godzinę, założyłam to. Sprzątanie zaczęłam u siebie w pokoju.  Przebrałam mokrą od płaczu pościel, pozbierałam stertę chusteczek z ziemi, umyłam okno i starłam kurz, który był powodem mojego kichania. Na końcu zostawiłam otarte okno,aby spłoszyć niemiły zapach. Okazało się, że mój pokój był najbardziej "zawalony" bo w pozostałej części domu panował porządek. Nie było co się dziwić, bo z kuchni nie korzystałam, może wzięłam jakiś serek, czy płatki, ale to nie było wiele naczyń. Postanowiłam więc tylko poodkurzać i zmyć podłogę. Kiedy w domu wreszcie panował porządek wybrałam się na zakupy i może to właśnie był błąd? Nie było mi miło, zwłaszcza dlatego, że i Liam nie zareagował obojętnie. Właśnie wchodziłam do supermarketu, kiedy zobaczyłam dość dużą grupę dziewcząt. Wszystkie piszczały. Zastawiało mnie co może być tego powodem, ale nigdy nie spodziewałabym się, że to właśnie mój "przyjaciel". Kiedy tylko go ujrzałam wszystkie wspomnienia wróciły. Co nie bardzo było mi na rękę. Po 
chwili poczułam jak ktoś próbuje złapać mnie za dłoń i odwrócić do siebie. Odsunęłam więc ją szybko i ruszyłam dalej.Jednak nie dane było mi się ruszyć.Odwróciłam się i zamurowało. Stał przede mną nie kto inny jak Liam Payne we własnej osobie. Ciężko było mi w to uwierzyć. Nie chciałam robić scen i się wydzierać że ma mnie zostawić więc bez
ukazywania większych emocji spytałam:
-Co u Ciebie, gwiazdo?
-Hope ja...
-Daj spokój. Myślałam kiedyś, że jesteśmy przyjaciółmi, że możemy na siebie liczyć, że sobie ufamy, ale to było kiedyś i już do tego nie chcę wracać.
-To nie tak jak myślisz, przecież wiesz...
-No właśnie o to chodzi Liam, że nie wiem. Nie wiem nic o Tobie, ani o twoim wesołym życiu "fejma". Nie będę Cię zatrzymywać, bo one są ważniejsze, powiedziałam wskazując na fanki i poszłam dalej.Udawałam spokojną, ale tak na prawdę rozrywało mnie od środka, najchętniej przytuliłabym go i nigdy nie puściła, przebaczyłabym mu, aby tylko mieć się komu wypłakać, aby poczuć się bezpiecznie... Z jednej strony byłam siebie dumna, a z drugiej było mi cholernie źle. 



****************************************
Z racji tego że napisałam już rozdział dodaję.
Ale za to że nie musieliście dać 4-5 komentarzy
teraz dodam po 5. Nie ma 5-nie ma kontynuacji :P


Możemy pobawić się w komentarzach w pytania do
bohaterów. Co czuli w danej sytuacji czy coś :)
Jesteście chętni?






















poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 2 ♥

Teraz chyba wiem jak to jest zostać samym na tym smutnym, szarym świecie. Bez rodziny, bez przyjaciół bez powodów do uśmiechu. Czy takie życie ma w ogóle sens? Czy warto żyć, jeśli nie ma się dla kogo budzić? Czy warto nadal się oszukiwać i robić nadzieję cholernym mottem "Kiedyś będzie lepiej" ? Czy warto pytam? ...



Kolejny dzień:

Po tym co zrobił mi Liam ciężko było mi oderwać żyletkę od ręki. Jednak po pewnym czasie splamiłam spodnie i zaczęło do mnie dochodzić co właśnie zrobiłam. Szybko pobiegłam do domu, na szczęście dziadków nie było i mogłam spokojnie zabandażować moją rękę . Potem usiadłam na łóżku i postanowiłam włączyć laptopa. Na wszystkich portalach pisało o nowym boysbandzie, byłam w szoku, kiedy dotarło do mnie, że wszystkie informacje dotyczą również mojego przyjaciela. Szybko więc odłożyłam komputer i postanowiłam udać się do krainy morfeusza.              
Jednak po godzinie obudził mnie telefon, z informacją która po raz kolejny dzisiejszego dnia przyprawiła mnie o łzy.
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Hope Jones? spytał poważny głos w słuchawce.
-Tak, coś się stało? Spytałam z nadzieją, że to jakiś konkurs czy wygłup.
-Niestety tak. Pani dziadkowie... Oni, w ich samochód z dużą prędkością uderzył tir, niestety  zginęli na miejscu.Kiedy usłyszałam tą informację miałam nadzieję, że nadal śpię, a oni żyją, że to tylko zły sen, że zaraz przyjdzie babcia i mocno mnie przytuli. Jednak tak się nie stało. Zapłakana nadal trzymałam telefon w dłoni. Znów zadawałam sobie pytania na które nigdy nie miałam odpowiedzi. Dlaczego znów to ja muszę cierpieć? Dlaczego wszyscy których kochałam mnie zostawili?
-Pani Jones! usłyszałam po chwili głos w słuchawce, kompletnie zapomniałam że nadal trwa połączenie.
-Proszę przyjechać do szpitala i zacząć organizować czynności pogrzebowe. Ach ta delikatność wszystkcich pielęgniarek...
-Dobrze powiedziałam i ocierając łzy zabrałam kluczyki do samochodu.






Dwa dni później...


Kiedy rano wstałam ciężko było mi się zebrać. Wiedziałam że dziś pożegnam dwie bardzo ważne osoby w moim życiu. Postanowiłam założyć to. Później spięłam lekko włosy i byłam już gotowa. Jednak kiedy zorientowałam się że pozostało mi jeszcze dużo czasu, stwierdziłam że powinnam napisać coś w stylu przemowy, jedyne co udało mi się stworzyć to stos pogiętych kartek papieru, postanowiłam że wszystko co będę chciała powiedzieć nasunie mi się w kościele i tak było, przemowa może nie była idealna, ale brzmiała tak:
Nie wiem od czego mam zacząć, bo moi dziadkowie byli mi 
bardzo bliscy i zawdzięczam im więcej niż komukolwiek. 
To dzięki nim miałam "normalne" dzieciństwo,
 to oni mnie pocieszali gdy miałam zły dzień,
to oni pokazali mi różnicę między dobrem, a złem.
 To oni nauczyli mnie wszystkiego. Jazdy na rowerze, gry na gitarze...

 Pokazali mi że warto żyć, bo zawsze jest cień szansy na to,
 że nowy dzień będzie lepszy. 
Babcia kiedyś poprosiła mnie żebym nigdy nie płakała, 
ale chyba nie przewidziała wielu rzeczy.
 Może trochę nagnę jej prośbę i zapłaczę,
 ale zrewanżuję się bo pragnę im obojgu podziękować.
 Za troskę, za uśmiech, za serce...




Potem podeszłam do trumien i na obu położyłam po jednej białej chryzantemie. Po ceremonii przyjęłam od wszystkich kondolencje i pojechałam do domu, gdy zamknęłam za sobą drzwi dałam upust emocją. Przez następne 3 dni nie wychodziłam z domu. Nie odbierałam telefonu, nie jadłam, nawet nie otwierałam drzwi, potrafiłam tylko leżeć w łóżku i użalać się nad sobą. Przełom nastąpił dopiero gdy włączyłam laptopa. 





*********************************************
Siemka:D
Jak obiecałam po 3 komentach pojawił się drugi rozdział, więc
liczę na to że ten też będziecie komentować bo rozdział 3
pojawi się po 4-5 komentarzach :)

Wiem że może nie jest za dobry no ale starałam się ;/














sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 1 ♥

Dla każdego z nas bywają dni, które później określamy mianem "Najgorszego dnia życia" dla jednych jest to śmierć kogoś bliskiego, dla drugich oblanie ważnego egzaminu, dla jeszcze innych wtopa przed znajomymi. Ja takich dni miałam już wiele, bo ciężko jest jest patrzeć na koleżanki i kolegów, którzy w parku spędzają czas z rodzicami, których ty nie masz, kiedy mówią "Byłem z tatą na meczu" " A ja z mamą na zakupach" kręci mi się łza w oku, bo wiem że ja już nigdy nie przeżyje podobnej chwili, często zadaje sobie pytanie dlaczego? Dlaczego to ja zostałam osierocona, a nie ktoś inny. Czemu inni mogą być szczęśliwi, a ja nie. Czemu? Jednak kiedy w podstawówce poznałam Payna, w moim życiu pojawił się uśmiech? Tak to był uśmiech. Poczułam że wreszcie będzie dobrze, że będę silna, szczęśliwa i bezpieczna, że już nigdy nie będę smutna.. że już nigdy nie będę czuła bólu w sercu... a jednak. Do długiej listy dni, w których nie chciało mi się żyć dodałam kolejne. 



Z perspektywy Hope: 


Dzień zapowiadał się dobrze, po przebudzeniu odbyłam poranną toaletę i założyłam to. Dokładnie o 7.35 jak co rano odsłoniłam okno, aby przywitać się z Liamem, który mieszkał w domu obok. Chłopak  stał już z plecakiem na ramieniu. Uśmiechnęłam się i posłałam mu buziaka, następnie wzięłam torbę i zbiegłam na dół, pożegnałam się z dziadkami i wyszłam przed dom, Payne chwycil mnie za rękę i pobiegliśmy na przystanek jednak tuż przed nim podjechało auto,  dziewczyna w środku zaczepiła Liama, on spojrzał na mnie 
błagalnym wzrokiem:
-No idź już powiedziałam i pożegnałam go machnięciem ręki. Gdy wsiadałam do autobusu słyszałam różne komentarze.
-Uuu  Jones bez kochasia
-Gdzie twój chłoptaś, mała?
-Koniec przyjaźni?
Wszystkie puściłam mimo uszu i usiadłam na miejscu, które zawsze dzielę z Paynem, włożyłam słuchawki do uszu i puściłam jedną z piosenek (...)
Po szkole zjadłam skromny obiad, o 20:10 znów podeszłam do okna, jednak Liama tam nie było...
-Dziwne, pomyślałam i zasłoniłam je roletą.



Z perspektywy Liama:

-Kiedy zerwiesz z nią kontakt?
-Przecież wiesz, że musimy zacząć nagrywać płytę.
-Później trasa, koncerty.
-Zostaw tę laskę.Mówili na zmianę Zayn, Louis, Niall i Harry.
-Nie mów o niej "laska". To nie takie proste jak myślicie, ona...
-Co ona?
-Stary albo jeszcze dziś spakujesz manatki albo wypadasz. My zrezygnowaliśmy z przyjaciół, dasz radę.
-Dobra...

Kiedy wróciłem do domu 4 razy zbierałem się na odwagę by powiedzieć o wszystkim Hope. Jednak gdy stawałem przy drzwiach i miałem pukać, odwracałem się i wędrowałem do domu. Od 20 stałem przy oknie i trzymałem sznurek rolety, ale stchórzyłem...





Nazajutrz: 

Kiedy wstałem rano i zobaczyłem spakowane prze siebie walizki mimowolnie spojrzałem na wspólne zdjęcie, moje i Hope. Szybko jednak położyłem je twarzami do szafki. Byłem zły na siebie, zły dlatego że nie miałem odwagi jej o wszystkim powiedzieć, że bałem się spojrzeć w te piękne oczy... Że nigdy nie wyznałem jej tego co czuje, ale może tak będzie lepiej? Może będzie mniej cierpieć? Może po prostu o mnie zapomni? Właśnie... może...  Tak wiele znaków zapytania, ani jednej odpowiedzi...
Kiedy podjechał wan chłopaków zawahałem się, ale oni sami zajęli się moimi walizkami i po chwili siedziałem na jednym z miejsc... Żałowałem że nie powiedziałem jej tego w oczy, ani nie zostawiłem wiadomości... Ale po prostu się bałem...


Z perspektywy Hope:

Kiedy rano wstałam i podeszłam do okna, w którym znów nie pojawił się Payne, postanowiłam do niego zajrzeć. Nie wiedziałam jeszcze jak strasznie się poczuje, gdy otworzy mi jego mama.
-Dzień dobry proszę pani, co się dzieje z Liamem, dlaczego nie wychodzi do okna?
-Nic Ci nie powiedział?
-Co miał mi powiedzieć? spytałam zdenerwowana.
-Dziecko... chodź proszę, otworzyła szerzej drzwi i wpuściła mnie do środka.
-A więc?
-Nie wiem od czego zacząć, bo nie wiem dlaczego sam Ci tego nie powiedział. On...
-Co on?!
-Dostał propozycję, dołączenia do Boysbandu, nagrywa płytę i właśnie dziś rano wyjechał w trasę koncertową.
-Że co?! Pani wcale nie mówi prawdy! On wcale nie wyjechał! Nie  zrobiłby mi tego! Nie teraz! Powiedziałam i wybiegłam z jego domu.

Kiedy usiadłam pod drzewem w parku do moich oczu napłynęły łzy. Prosiłam Boga, aby to był tylko zły sen, że zaraz za rogiem pojawi się on i mnie pocieszy, otrze łzę. Jednak tak się nie stało, nadal siedziałam pod drzewem, nadal sama, nadal zapłakana. Zadawałam sobie pytanie dlaczego? Dlaczego mi to zrobił, dlaczego nie wytłumaczył, przecież wtedy wyznałabym mu wszystko co czuję, wiedziałabym że będę z nim w kontakcie. Znów zastanawiałam się dlaczego to ja muszę mieć tego cholernego pecha, dlaczego wszyscy wokół są szczęśliwi. Dlaczego oni mogą mieć rodziców, chłopaków, przyjaciół i wszystko czego zapragną, podczas gdy ja jestem samotną sierotą, którą opuścił nawet najlepszy przyjaciel. Później zastanawiało mnie już tylko czy jestem jakaś inna, czy nie zasługuję na szczęście i miłość, a później? Wyjęłam żyletkę, kreska po kresce zaczęłam oszpecać swoją rękę.








*********************************************************
Jest i rozdział pierwszy :) Dziękuje za pozytywne komentarze pod Prologiem
i zwiastunem. Liczę na więcej heuehueh :D Następny rozdział po 3-4 komentarzach
To chyba nie dużo c'nie? xD
W zakładce :ogłoszenia parafialne: macie mój ask i facebook jeśli chcecie być informowani
o rozdziałach napiszcie w pytaniu na asku lub w prywatnej wiadomości :) Bo Twittera nie mam;/

Ola