czwartek, 4 lipca 2013

Prolog♥

Niebieski, niewielki dom na uboczu.. obok jeziorko i małe drzewka posadzone niedawno przez jej  wysoko cenionego  ojca..Rabatki z kwiatkami pielęgnowane przez matkę... 2 ławeczki, urocza altanka po której wiły się kiście winogron. Przez uchylone okienko zapach gotowanego obiadu przez kochaną babcię. Na werandzie dziadek czytający nowe wydanie gazety. Tak wyglądało jej dzieciństwo, beztroskie, szczęśliwe bez żadnych planów na jutro. Jej rodzice? Codziennie o 6:30 opuszczali dom błogosławiąc córeczkę na pożegnanie. Ta stojąc w progu kurczowo trzymała swojego ukochanego misia. Kiedy rodzice opuszczali dom biegła do babci, która stała przy piecu i przygotowywała jej śniadanie. Zaraz potem zasiadała na kolanach dziadka i obdarzała go ogromnym całusem za co po śniadaniu dostawała nowy smak czekoladki. Od 13 czekała przed domem na rodziców. Potem zasiadali wspólnie do obiadu przy wielkim drewnianym stole. Potem zabawa w ogrodzie.. i tak w kółko. Jednak tego dnia los chciał inaczej. 
Już rankiem nie było tak jak co dzień. Mała Hope zaspała i rano nie pożegnała się z rodzicami.. Ci smutni opuścili dom i ruszyli do pracy. Kiedy brunetka obudziła się czym prędzej pobiegła do drzwi ale było już za późno. Jej rodzice byli już dawno w drodze do pracy. Dziewczynka otarła łzy i pobiegła do kuchni. Dała buziaka dziadkowi ale niestety tego dnia nawet czekoladki się skończyły. Przy śniadaniu babcia zbiła talerz... Wydarzyło się wiele incydentów zapowiadających coś złego. I tak właśnie było. Niebieskooka wyszła przed dom. Usiadła na schodku i schylając głowę przykryła kolanka zieloną spódniczką. Mijały kolejne godziny, a ona wciąż nie widziała nadjeżdżającego samochodu. Około godziny 17 zadzwonił telefon. Do dziewczynki przyszli dziadkowie. 

-Hope  oni.. oni już nie przyjadą. 
-Ale dlaczego? Wypytywała 5 letnia dziewczynka robiąc smutną minkę. 
-Oni odeszli.. powiedziała babcia ocierając łzy. 
-Dziadku.. Ale dlaczego babcia takie rzeczy opowiada? Przecież mamusia zostawiła swoje ulubione pantofelki. Bez nich nigdzie by nie odeszła. 
-Kochanie... powiedzieli i przytulili ją do siebie. Kiedyś to zrozumiesz...

No i teraz rozumiem.. Od czasu kiedy zginęli w wypadku codziennie odwiedzałam ich grób.. Zamknęłam się w sobie.. Nie chętnie chodziłam do szkoły, rzadko się uśmiechałam, a w moim sercu istniała taka niewytłumaczalna pustka. Opiekę nade mną przejęli oczywiście kochani dziadkowie. Ale teraz bez rodziców.. nie było tak samo.. Przez dwa lata dokładnie o 6:30 schodziłam z Bernim pod drzwi.. babcia widząc to płakała.. Przestałam jeść ulubione czekoladki dziadka.. Nigdy nie usiadłam na ławeczce na której do tej pory siedziałam z nimi. Kiedy miałam 7 lat zaczęłam uczęszczać do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Tam poznałam swojego najlepszego przyjaciela Liama. Ode tej pory byliśmy  nierozłączni. Wszystko robiliśmy razem. Poznaliśmy oczywiście wiele osób które próbowały nam nasze pozorne szczęście zburzyć, ale jak na razie dajemy radę. Liam wniósł do mojego życia wiele uśmiechu. Co było dla mnie widokiem  nie codziennym. Stał się pewnego rodzaju pocieszycielem, kimś kto pomaga w trudnych chwilach. 




___________________________________________________________

No kociaki jest już prolog, przeczytajcie i powiedźcie jak wam się podoba. 
1 rozdział dodam po  komentarzach ;)